„Polityka nasza dąży niezłomnie do utorowania ludowi drogi do władzy, bo lud jest w narodzie olbrzymią większością 

i reprezentuje pracę i potęgę idealną. Kto trzyma z ludem, ten stanie obok nas do pracy, do walki, do budowania Polski! ..." 

                                                                                                                        Z przemówienia Ignacego Daszyńskiego wygłoszonego w Lublinie w dn.10.11.1918 r. 
                               STOWARZYSZENIE imienia IGNACEGO DASZYŃSKIEGO
 

Z.Żuławski - o wolności, socjalizmie, demokracji

Zygmunt Żuławski

Bogactwo, wolność i moralność  
- poprawki ekonomiczno-społeczne, Kraków 1947 r. 

(napisane w Krakowie 1940-1941)

/ f r a g m e n t y /
S o c ja l i z m

  ... Socjalizm to dążenie do doskonałej równości we wszystkich ludzkich - socjalnych stosunkach. To złuda, że myśl socjalistyczna obraca się około zagadnień materii, materialnej własności i materialnego kapitału. Ona zajmuje się zawrze stosunkiem człowieka do człowieka, - stosunkiem który jeśli nie opiera się na równości ich praw, stwarza zawsze dla jednego władzę, bogactwo, kapitał, zysk i wyzysk. To złuda, że socjalizm prowadząc walkę klas, prowadzi ją tylko o własność, o uspołecznienie środków produkcji i materialne korzyści. Ona jest najświętszą formą walki o wolność człowieka, o jego uniezależnienie i wyzwolenie z jarzma niewoli, która jest tylko jedna - bez względu na to, czy nazwie się ją polityczną, narodową czy ekonomiczną ... Zasadniczy błąd popełniają ci wszyscy, którzy w socjalizmie chcą widzieć jakąś doktrynę filozofii materialistycznej czy ciasną teorię ekonomiczną o wartości czy nadwartości. Socjalizm to tylko nowa forma reagowania przeciwko nowej formie przemocy, nazwanej ustrojem kapitalistycznym, a przejawiającej się w ujarzmieniu człowieka przy pomocy stwarzania mu nędzy, braków i niedostatków ...
  ... Karol Marks stał na stanowisku "materialistycznego pojmowania dziejów", sądząc, że o dziejach ludzkości i o jej historii decydują "materialne dane", materialne warunki jej bytu i sposobu pokrywania potrzeb materialnych. Nie doceniał on dostatecznie momentów i czynników idealnych i emocjonalnych, które w rozwoju ludzkości odgrywały zawsze niemniej ważna rolę, niż walka o chleb i materialne korzyści ...
  ... Kształtują świat nie "materialne warunki", lecz dążenie człowieka z jednej strony do wyzwolenia się spod jarzma drugiego, a z drugiej wieczne dążenie do zdobycia władzy.
... Nie kwestia formy własności znamionuje stopień socjalizmu, ona może ułatwić sprawowanie władzy, ale nie jest jej istotną cechą i przyczyną. Widziałem też przed wojną ludzi, którzy nazywając siebie socjalistami, propagując wspólną własność środków produkcji i przysięgając na teorię Marksa o wartości i nadwartości byli w duszach swoich tak samo dalecy od socjalizmu, jak Plato czy Kościół. Ich socjalizm nie przeszkadzał im kierować "wspólną własnością" tak, by przynosiła ona jak największe procenty ... Trzeba jednak zawsze pamiętać ..., że "jeśli któryś socjalista błądzi nie wolno z tego powodu potępiać socjalizmu, bo błąd z pewnością nie z ducha socjalizmu, lecz z mylnego pojmowania socjalizmu wynika”. Wszak "palono ludzi żywcem w imieniu religii, przecie nie jest to w duchu religii". Bez względu na ludzi - idea socjalizmu rodzi się zawsze tylko w poczuciu i w umiłowaniu wolności człowieka dla niego samego, i dla wszystkich... oraz dla wszystkiego co piękne i wzniosłe ...
  ... Dopiero socjalizm postawił zasadę świadomej walki o sprawiedliwość społeczną, o równość i wolność człowieka. I w tym tkwi właśnie jego najgłębsza treść, a równocześnie jego zasługa ...
  ... I chociaż ostatnio w socjalizmie polskim rodziły się pomysły, by przy pomocy chwilowego zawieszenia demokracji "przełamać siły reakcji i faszyzmu wszelkimi rozporządzalnymi środkami, gdyby nawet musiały one w okresie przejściowym przybrać charakter dyktatury", to jednocześnie na zachodzie de Mun podkreślał bardzo wyraźnie, że "socjalizm jest ruchem socjalnym i może opierać swą działalność tylko na woli i dążeniach politycznych większości narodu". Zgodnie z tym uważał też, że "socjalizm jako prąd socjalny musi być wyrazicielem interesów szerokich mas społecznych". Jako taki dopóki nie urzeczywistni swego zadania, nie może więc nigdy zbankrutować, bo nie może zbankrutować dążenie do wolności, równości i sprawiedliwości u szerokich mas, mimo trudów i ponoszonych zawodów. Dążenie to można czasem siłą przydusić, ale z tym większą siłą odezwie się jutro, jako konieczna reakcja na ucisk. Socjalizm jest tylko uzupełnieniem demokracji i dlatego też ten ruch społeczno-polityczny przyjął nazwę socjalnej demokracji. Na sztandarach ludzkości obok demokratycznych haseł wolności i równości pojawiło się więc nowe hasło: Sprawiedliwości społecznej, socjalizmu, niestety z czasem zaczęto zapominać o jego genealogii i zaczęto zapominać, że nie ma socjalizmu i sprawiedliwości społecznej bez podstawowych zasad demokracji, wolności i równości.
  Z tytułów wielkich wolnościowych organizacji powoli zaczęło znikać słowo; "demokracja”, a pozostały tylko "socjalizmy": radykalne i narodowe lecz ze zmianą nazwy zaczęły one też zmieniać swoją treść, przeistaczać się z organów walki o wolność i równość człowieka na organy "sprawiedliwości społecznej” - takiej, jaką wymarzyli sobie poszczególni władcy, chcąc narzucić podwładnym i ujarzmionym tłumom własne poczucie sprawiedliwości, wmawiając w nie, że to jest właśnie ideał sprawiedliwości społecznej i wyraz socjalizmu ...
D e m o k r a c j a

  Pojęcia wolności, równości i braterstwa są treścią demokracji, której formą jest uznanie za prawo to, co za "sprawiedliwe" uznała większość społeczeństwa. Pojęcia te są bardzo do siebie podobne ?, bo wychodzą z tego samego pnia duszy ludzkiej. Poczucie równości prawa do życia jest odwieczne i naruszała je dopiero przemoc. Wolność - to równość praw: jeszcze w XVII wieku określił ją Montesquieu, jako "spokojność umysłu, wynikająca z przeświadczenia o własnym bezpieczeństwie". Tłumaczył on, że "by się móc tą wolnością cieszyć na to trzeba takiej formy rządu, w której jeden obywatel nie potrzebowałby się obawiać drugiego". Pojęcie wolności nie może się więc przejawić w jednym tylko człowieku, w jego własnej duszy. Ono może się uzewnętrznić dopiero w stosunku do innych. Człowiek sam jeden czuje się nie wolnym, lecz jedynie osamotnionym, ludzie mogą być wolni i niewolni zawsze dopiero zależnie od stosunków, jaki ich wzajemnie łączy. Ich poczucia wolności i swobody nie narusza żadne ograniczenie, jeśli tylko obaj zgodnie nałożyli sobie pewne normy postępowania i jeśli są one wzajemne. Nie będzie wcale skrępowanie wolności, jeśli obie strony zobowiązały się jednakowo nie deptać sobie nawzajem po palcach, nie rabować swej energii i pracy, nie kraść jej owoców, nie szkodzić sobie i nie godzić na siebie. Ale stanie się to naruszeniem wolności, gdy te wszystkie ograniczenia mają obowiązywać tylko jedną stronę, a druga z tego czy innego powodu ma inne prawo, a więc przywilej - panowania, rozkazywania i korzystania z pracy drugiej.
  Nie ma też dwóch wolności - politycznej i gospodarczej, - indywidualnej i społecznej - i tym bardziej nie ma ich czterech. Jest tylko jedna, która zasadza się zawsze na równości praw we wszystkich stosunkach ludzkich, zarówno pod względem równego wpływu obywateli na zarząd państwa i gminy, pod względem sposobu zaspokajania potrzeb materialnych, pod względem prawa kształcenia się i korzystania z kulturalnych urządzeń - jak i pod względem wypowiadania przekonań, słów, i myśli wszystkich obywateli.
  Zasady "braterstwa" określił wreszcie jeszcze na kilkadziesiąt lat przed Chrystusem, aleksandryjski Żyd Hillel, mówiąc: "nie czyń bliźniemu swemu, czego nie chcesz, aby tobie czyniono"...
... Niestety zapominano o tym często, lecz mimo to, tych dążności do równości, wolności i braterstwa nie zdołało zdusić w duszy człowieka ani długowiekowe wywieranie przemocy, ani wychowywanie go w ciemnocie, ani tradycja i odradzało się ono w nim natychmiast, gdy tylko dochodził do odpowiedniego rozwoju kulturalnego. Poczucia te są bowiem przyrodzoną cechą istoty człowieka i tkwią w nim apriorycznie ... ... Demokracja - władztwo ludu - rządy ludu ! Tak, jak jest z całym szeregiem innych skrótów myślowych ... słowo demokracja nie odzwierciedla w swym brzmieniu jego treści. Istotą i cechą demokracji to nie są "rządy ludzi", gdyż już ze względu na technikę rządzenia, cały lud sam rządzić nie może i takie wielogłowe rządy są czymś niemożliwym. To też bez względu na nazwę i charakter rządów, rządzą zawsze poszczególne jednostki: książęta, królowie czy ministrowie. Tylko raz mogą być oni odpowiedzialni za swoje rządy przed całym ludem, którego wola i wyrok większości jest dla nich prawem i rządzą tak, by urzeczywistnić zasady równości praw dla wszystkich obywateli, wolności i braterstwa wśród nich, a wtedy ich rządy nazywają się rządami demokracji, albo o ich rządach i o usuwaniu ich od władzy decyduje sam władca i despota, absolutny monarcha czy dyktator, dla którego nakazem działania jest tylko jego własna wolność i jego wola, a więc samowola ...
  ... Mimo różnych systemów rządzenia, wszystkie rządy twierdziły jednak zawsze, że jedynym ich celem jest tylko "dobro ogólne" i szczęście rządzonych ...
  ... to jednak co jeden uważa za szczęście, drugi uważa za nieszczęście, - to co jeden uważa za dobre, drugi uważa za złe. Kto to więc ma rozstrzygnąć ? Król, wódz, a więc drugi człowiek, w którego duszy też nie ma innego jakiegoś absolutnego kryterium słuszności, jak tylko jego własne przeświadczenie i wola, czy też większość obywateli ? Które z tych przeświadczeń i która z tych wól ma decydować by nie zbłądzić ? Można by postawić zasadę, by decydowali o tym najlepsi i najmądrzejsi - elita. Tylko znowu wysuwa się zagadnienie: a kto ma rozstrzygnąć o tym, kto jest najlepszy i najmądrzejszy ? Każdy własną wolę uważa za najlepszą i najmądrzejszą, bez względu na to, czy staje ona w kolizji z wolami i przeświadczeniami innych. Trzeba więc wybrać jakieś kryterium, które by dawało możliwie największe prawdopodobieństwo słuszności decyzji. Za takie więc najlepsze kryterium słuszności i sprawiedliwości społecznej uznała demokracja decyzję i wolę większości, a zatem zsumowanie wszystkich wól i przeświadczeń widząc w nim najlepszą gwarancję słuszności wyroku. Najlepszą !- ale nie absolutną - tym bardziej, że może się ona przejawiać różnie, zależnie od tego co wzięło się za całość ... To też byłoby wielkim błędem twierdzić, że rozstrzygnięcie demokracji i wola większości była i będzie zawsze jedynym, niezawodnym sprawdzianem prawdy. Demokracja i jej metoda rozstrzygania o tym co jest złe a co dobre, co jest sprawiedliwe, a co sprzeczne z prawem niejednokrotnie błądziła też grubo i niejednokrotnie napewno będzie jeszcze błądzić. Ale czyż nie błądziły elitarne rządy i czy nie błądziła wola jednego człowieka. Czy nie było znacznie więcej wypadków złych rządów jednostkowych i czy nie było więcej błędów osobistych niż błędów popełnianych przez zbiorowisko ludzkie ?
  Demokracja jako wyraz interesów i woli większości, jeśli popełni błąd, to z konieczności musi go jutro naprawić, zmienić "prawo” i pojęcie "sprawiedliwości", musi zmienić swoją decyzję; wola większości zejdzie z obranej wczoraj błędnie drogi, gdyż to leży w interesie większości. Ale tam, gdzie nie rozstrzyga demokracja, upór władcy, jego ambicja i przywiązanie do władcy może być nieraz silniejsze niż interes większości i zwycięży jego wola i upór, gdyż nie ma czynnika, który by ją zmienił i wyprostował, chyba tylko "rewolucja” uzewnętrzniająca odmienną wolę większości niż wola dyktatorskiej władzy ... Postęp, walka o wolność i dążenie do sprawiedliwości społecznej - a rewolucja, to są dwie różne rzeczy. Rewolucja to tylko metoda zmiany istniejących stosunków i rządów, przy pomocy pogwałcenia dotychczasowego prawa i może być zarówno wyrazem postępu, jak również wyrazem reakcji. Może ona być błogosławieństwem i przekleństwem ludzkości - zależnie od tego, czy dokona się w niej zmiana rządów na rządy większości czy rządy mniejszości ...
  ... Jedni z całą rozmyślnością starali się wmawiać, że dla mas demokracja nie przedstawia żadnego pozytywnego znaczenia i za cenę obiecanej miski soczewicy usiłowali wyłudzić zdobyte prawa wolnościowe. Inni zaś, wpatrzeni w wielkie konflikty społeczne, walcząc o usunięcie nędzy i bezrobocia, powoli zatracali świadomość o tym, że stopień wolności decyduje właśnie o stanie ekonomicznym społeczeństwa. Był czas, że wolność była najtańszym towarem na rynku. Tłumaczono obłudnie, że przy dzisiejszym niesłychanie skomplikowanym sposobie współżycia społeczeństwa wolność jest anachronizmem; że odebranie wolności mniej boli, niż odebranie chleba; że konsekwentnie przeprowadzona zasada wolności musi się skończyć uznaniem wolności do ... odebrania wolności innym.
  Zapomniano, że ci co kwestionowali wartość wolności, sami dla siebie zatrzymywali ją w jak największych rozmiarach; że kto raz zdobędzie wolność, to wraz z nią zdobywa również chleb i na odwrót, kto traci wolność, traci również chleb - i że wreszcie wolność do odebrania, wolności drugiemu jest naruszeniem zasady równości prawa i może przejawić się tylko po jego zdeptaniu - jako wolność dla jednych, a niewola dla drugich.
  Równocześnie wyśmiewano zasadę równości i wskazywano na naturalne różnice wśród ludzi, ich różne zdolności i upodobania tak, jak gdyby te wszystkie istniejące różnice, których nikt nigdy nie negował, mogły uzasadnić nierówność praw do życia. Ci, co tak zazdrośnie reklamują swe prawa z tytułu swej wyższości, zazwyczaj nie są najlepsi, najmądrzejsi i najsilniejsi, lecz najbardziej chciwi i obłudni. Człowiek mądry i głupi, silny i słaby, zdolny i niezdolny, ma jednakowe prawo do życia i prawo decydowania o swym losie. Niech "mądry" zada sobie trud przekonania "głupiego" słowem, a nie siłą fizyczną i batem ...
  ... Demokracja jest największym dobrem zarówno dla ludzkiej jednostki, jak i dla ludzkich społeczeństw, nie ma demokracji "rozbechtanej" i "kierowanej", - "liberalno-masońskiej" i "karnej", - “politycznej" i "gospodarczej", "formalnej" i "społecznej", "integralnej" i "mechanicznej". Jest tylko jedna: albo istnieje albo jej nie ma.
  Istnieje wówczas, gdy cały lud, wszyscy jego członkowie mają możność przejawienia swej woli co do sposobu urządzenia państwa, gdy "społeczeństwo" szanuje "człowieka" i gdy wola większości staje sle prawem dla nich wszystkich.
  A jeśli mimo to w demokracji ludzie nieraz też są nieszczęśliwi, to dlatego, że błądzą. Trzeba ich więc tylko uświadomić w błędzie i trzeba ich podnieść kulturalnie przez oświatę, przez naukę i przez samą politykę rządzenia.
T o t a l i z m

  ... Totalizm - to nie tylko zmiana polityczna, to nowy ustrój społeczny, który chce się oprzeć na zupełnie nowych przesłankach i nowych tytułach władzy. Ustrój społeczny bowiem to system, który stwarza podstawy stosunku człowieka do człowieka i zależy nie od sposobów produkcji, lecz od sposobu w jaki człowiek ujarzmił drugiego i w jaki sposób oparł nad nim swą władzę...
  ... Nowy ustrój totalizmu przywraca równocześnie przebrzmiałą zasadę, że czynnikiem, który żyje istotnie i trwale jest nie jednostka ludzka, która się zmienia i ginie, lecz “wspólnota”, naród, społeczeństwo czy państwo. Ona trwająca przez wieki, ma mleć własne interesy bytu, cele i dążenia, które przejawiają się nie w woli chwiejącej się większości, lecz w woli elity lub jednostki, najlepszej i najmądrzejszej spośród całej wspólnoty, w woli wodza i dyktatora.
  ... Cechą totalizmu stała się też przemoc - wewnątrz i na zewnątrz państwa.
  ... Te przejawy skreślił doskonale Roynal, który żyjąc przed dwustu laty i nie mogąc przeczuć jeszcze stosunków panujących w państwach totalnych, scharakteryzował je jednak doskonale - tak jak gdyby sam żył w ich okresie.
  Pisał on, że "spokój zrodzony z władzy absolutnej ostudza umysły, osłabia odwagę, zacieśnia geniusz i pogrąża cały naród w letargu. Gdy tylko z łona narodu wyłoni się wielki upiór ... poddani dzielą się na dwie klasy. Jedni uciekają przed nim z obawy, drudzy zbliżają się ku niemu przez ambicję, przyrzekając sobie bezpieczeństwo w poczuciu swej nikczemności. Tworzą oni pomiędzy despotą a resztą narodu rodzaj tytanów podrzędnych, nie mniej podejrzanych i okrutnych od swego władcy. Wciąż mają na ustach: król powiedział, król chce, widziałem króla, jadłem w towarzystwie króla, taki jest zamiar króla ... Wielki pan czołga się przed księciem, a narody czołgają się przed wielkim panem, naturalna godność człowieka znika ... W otoczeniu despoty, jego poplecznika, jego faworytów depce się podwładnych z tą samą nieuwagą, z jaką zgładzamy owady rojące się w kurzu wiejskim. Moralność została skażona. Przychodzi chwila kiedy nadużycia najjaskrawsze, zamachy wprost niesłychane straciły charakter srogości i przestają oburzać ... Masy narodu popadają w rozwiązłość i przesądy ... Śladem tyranii kroczy szpiegostwo i donosicielstwo, we wszystkich stanach, nie wyjmując najwyższych istnieją więc szpiedzy i denuncjanci. Wobec tego, że najlżejsza niedyskrecja przybiera odcień zbrodni obrazy majestatu nieprzyjaciele są bardzo niebezpieczni a przyjaciele stają się podejrzani, Myśli się mało, nie mówi się wcale, a ludzie boją się nawzajem rozmawiać. Boją się własnych myśli ... Nieufność i strach tworzą podstawę obyczajów powszechnych. Obywatele żyją w samotności i cały naród staje się ponury, bojaźliwy, głupi i milczący.
  ... Totalizm szerzy przemoc i gwałt nad człowiekiem rzekomo w interesie "ogółu". Stosownie do tego ich sprawcy tłumaczą, że jeśli czasem muszą zlekceważyć szczęście, wolność, a nawet życie Jednostki, - to robią to zawsze w interesie całego narodu, postępu i że przez to kiedyś uszczęśliwią ludzkość. Nie wiedzą tylko, czy potomność nie oceni ich czynu tak jak oceniła potem Inkwizycję lub palenie na stosach heretyków i czarownic, podejmowane też w jej interesie i czy nie będzie się rumienić ze wstydu za czyny naszych przodków.
  ... Na gruzach demokracji ... totalizm przejawia swe własne poczucie sprawiedliwości, wolności i własny sposób pojmowania pokojowej współpracy narodów, "Nie rozumieli naszych pokojowych intencji”, odrzucili nasze propozycje co do "podstaw i warunków nowego porządku", więc "nie zagrażając nikomu, totalizm chce opornych zmusić do respektowania swej woli siłą i przemocą" ...
S t o s u n e k  c z ł o w i e k a  d o  c z ł o w i e k a

  ... To tylko pozór, że ludzi dzieli na klasy ich stosunek do własności - pozór, który powstał stąd, że w ostatnich wiekach właśnie przy pomocy zagarnięcia własności ujarzmiano ludzi i zmuszano ich do pracy. To, co ich istotnie dzieli to fakt opanowania jednego człowieka przez drugiego i zmuszania go do pracy dla siebie. Ten cel można osiągnąć zresztą i inną metodą, nie gromadząc własności. Tak było już za czasów starożytnych i feudalnych, kiedy ziemi i surowców było pod dostatkiem i kiedy trzeba było ujarzmiać w inny sposób, a nie przez stosunki własnościowe.
  Toteż niesłuszna byłaby teza "dyktatury proletariatu", jako środka, który by mógł wyzwolić ludzkość z niewoli posiadaczy. Jeśli bowiem proletariat ma wykonywać dyktaturę nad społeczeństwem jako jego większość, to jego rządy przestają być dyktaturą, a stają się rządami demokracji, - jeśli zaś jako jego mniejszość, to jest ona jednakowym nieszczęściem dla ludzi. Dlaczego jedna klasa, proletariat, miałby posiadać przywilej rządzenia i wykonywania dyktatury nad całym narodem? Dlatego, że nie posiada własności, która nie zawsze jest wyrazem wyzysku i ujarzmienia? Dlaczego chłopi, pracujący ciężko na własnej roli i samodzielni rękodzielnicy, kupcy, intelektualiści i artyści mają być ujarzmieni przez innych: urzędników, wojskowych a nawet innych robotników jeśli tylko nie posiadają własności? Taka teza jest nie mniej gwałtem i stwarza niewolę taką samą, jaką stwarzał kapitał i taką samą jaką stosuje faszyzm, tylko dokonywaną na podstawie innego podziału. Dzisiaj dyktatura wszystko jedno - jednego "narodu" czy jednej klasy - jest jednakowym dążeniem do władzy i panowania nad większością społeczeństwa, osłanianym tylko odmiennymi słowami. Dla ludzkości jest zupełnie wszystko jedno, jakie zastosuje się kryterium władzy, jeśli nie ma nim być wola większości całego społeczeństwa. Każda dyktatura, która jest wyrazem panowania mniejszości nad większością, bez względu czy będzie to dyktatura jednej klasy czy jednego narodu, jest zła i mieści w sobie zaczątki niewoli, wyzysku i nędzy. Nie posiadanie własności zapewnia bowiem człowiekowi bogactwo, lecz posiadanie władzy nad innymi. Własność jest tylko czynnikiem władzy i władza rodzi własność, a nie odwrotnie.
  To ta kwestia władzy i dyktatura jednych nad drugimi podzieliła ludzi na wolnych i niewolników, na bogatych i biednych, i ona decyduje o powodzeniu człowieka, o trybie jego życia, o jego własności, dobrobycie, o jego "dochodach" i zarobkach.
Powyższy tekst przedrukowujemy za: „Zapomniane Dziedzictwo (Wybór dokumentów, przemówień, artykułów, stenogramów sejmowych, dotyczących myśli socjalistycznej PPS w okresie II wojny światowej i lat 1945-1948)” – Materiały szkoleniowe pod redakcją Lucyny Mastalskiej, Kraków 1981. 
Poprawiono pisownię według obecnych reguł. 

Zygmunt Żuławski (1880 - 1947)

Działacz socjalistyczny i związkowy, studiował na Wydziale Przyrodoznawczym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Poseł na Sejm II RP (Ustawodawczy oraz I, II i III kadencji), poseł do Krajowej Rady Narodowej, a także poseł na Sejm Ustawodawczy po II wojnie światowej...
W 1901 roku został członkiem Polskiej Partii Socjalno-Demokratycznej Galicji i Śląska Cieszyńskiego (w latach 1911–1918 członek Komitetu Wykonawczego PPSD); w latach 1905–1908 sekretarz Krajowej Komisji Zaw. w Galicji. Od 1905 był prezesem krakowskiej Kasy Chorych, a po 1918 prezesował ogólnopaństwowemu związkowi tej organizacji...
 Po odzyskaniu niepodległości: od 1919 w PPS i członek jej władz (w latach 1919–1939 członek Rady Naczelnej PPS, w latach 1924–1928 wiceprzewodniczący, w latach 1937–1939 przewodniczący Rady Naczelnej, w latach 1922–1939 członek CKW PPS). W latach 1919–1922 przewodniczący Komisji Centralnej Związków Zawodowych, następnie do 1939 sekretarz KCZZ. W latach 1919–1935 poseł na Sejm RP.(W 1930 - v-ce Marszałek Sejmu)...
 Po agresji III Rzeszy i ZSRR na Polskę (wrzesień 1939), nie uznał decyzji o zawieszeniu działalności partii i utworzeniu konspiracyjnej PPS-WRN. W styczniu 1940 roku został przewodniczącym organizacji w Krakowie, a w maju tego roku usunął się z niego na skutek różnicy zdań z Józefem Cyrankiewiczem w kwestii uznania WRN. Po aresztowaniu Cyrankiewicza powtórnie objął funkcję przewodniczącego; zajmował postawę pojednawczą wobec różnych odłamów i kierunków ruchu ruchu socjalistycznego. W 1945 przewodniczący Rady Naczelnej i CKW. W czerwcu 1945 uczestnik konferencji moskiewskiej w sprawie utworzenia Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej, po odmowie PPR zalegalizowania Polskiej Partii Socjalno-Demokratycznej w latach 1945–1946 w koncesjonowanej PPS (w 1946 członek Rady Naczelnej). Od 1946 poseł do KRN, od 1947 — do Sejmu Ustawodawczego...

Kreator stron - łatwe tworzenie stron WWW