„Polityka nasza dąży niezłomnie do utorowania ludowi drogi do władzy, bo lud jest w narodzie olbrzymią większością 

i reprezentuje pracę i potęgę idealną. Kto trzyma z ludem, ten stanie obok nas do pracy, do walki, do budowania Polski! ..." 

                                                                                                                        Z przemówienia Ignacego Daszyńskiego wygłoszonego w Lublinie w dn.10.11.1918 r. 
                               STOWARZYSZENIE imienia IGNACEGO DASZYŃSKIEGO
 

Dylematy lewicy

<<<   [ ]  [ 2 ]  [ 3 ]  [ 4 ]  [ 5 ]  [ 6 ]  [ 7 ]  [ 8 ] [ 9 ] [ 10 ] [ 11 ] [ 12 ] [ 13 ] [ 14 ] [ 15

[ 16 ] [ 17 ] [ 18 ] [ 19 ]   >>>


Jerzy Hutek, Marek Klimczak 


Kolektywizm jako alternatywa 

dla globalnego liberalizmu 

(maj 2012 r.) 


            Kiedy większość twierdzi, że nie ma innej drogi niż globalny kapitalizm, warto zadać sobie pytanie: czy aby napewno innego wyjścia nie ma? Pytanie jest tym bardziej zasadne, że w dziejach ludzkości najczęściej większość nie miała racji.

            Aby zastanowić się nad możliwością alternatywy dla globalizmu musimy go jednak najpierw zrozumieć.

            Jedyną kategorią pozwalającą rozumieć gospodarkę i politykę jest kategoria interesu. Być może dlatego posiadający kapitały lub sprawujący w ich imieniu władzę nigdy o tym nie mówią. Natomiast chętnie i często mówią o wartościach najwyższych: równych prawach,demokracji, wolności, solidarności międzynarodowej, prawach człowieka iobywatela (...)


  (...) Skąd wziął sie liberalizm 

            Liberalnych źródeł duchowych i filozoficznych współczesnego kapitalizmu upatrywać należy w purytanizmie i jego przekonaniu, że człowiek musi radzić sobie sam, że nie jest obowiązkiem społecznym jakakolwiek opieka nad słabszymi. Purytanie stawiali konkurencję ponad działaniami wspólnotowymi, byli przekonani, że ubóstwo i nędza są wynikiem woli Boga, są niejako boskim piętnem. Z kolei bogactwo i wysoka pozycja społeczna jednostki, są wynikiem bożego błogosławieństwa. Jeszcze dzisiaj w USA wielu pastorów głosi podobne teorie, spotykając się ze  zrozumieniem i aprobatą wiernych.  Można przyjąć, że liberalizm ma zatem podłoże religijne, zbudowane w ortodoksyjnych wspólnotach angielskich, a potem amerykańskich; wielu bowiem purytan osiedlało się w Nowym Świecie, chcąc uniknąć prześladowań w ojczyźnie.                                      Liberalizm zatem jest ideologią skrajnie konserwatywną, odrzucającą wspólnotowe interesy grup społecznych a nawet narodów. Purytańskiindywidualizm wyraża się we współczesnym liberalizmie głębokim przekonaniem, niemal mistyczną wiarą w to, że bogactwo silnych jednostek będzie błogosławieństwem dla większości (niekochanej przez Boga, słabej i nieutalentowanej). (...)

          Wybitny amerykański ekonomista Joseph Stiglitz, laureat nagrody z 2001 roku w wywiadzie (z lipca 2011 r.) „Prawicowa ekonomia zagraża światu” mówi: Zderegulowany kapitalizm przyniósł nam recesję. Dlaczego więc dalej słuchamy wolnorynkowców? Ledwie parę lat temu, potężna ideologia - wiara w wolne i nieskrępowane rynki - doprowadziła świat na krawędź katastrofy. Nawet w swoim szczycie powodzenia - od lat 80. XX wieku do 2007 r. zderegulowany kapitalizm w amerykańskim stylu dał lepsze standardy życia tylko najbogatszym ludziom w najbogatszym kraju świata. W czasie 30-letniej kariery tej ideologii, dochody większości Amerykanów spadły lub utrzymały się na tym samym poziomie. Wzrost gospodarczy Stanów Zjednoczonych oparty był na kruchych podstawach. Rozwój mógł postępować tylko przez konsumpcję finansowaną przez coraz większe zadłużenie w sytuacji, gdy tak wielka część amerykańskich dochodów trafiała do tak nielicznych. Należałem do tych, którzy mieli nadzieję, że kryzys finansowy da Amerykanom (i innym nacjom też) lekcję na temat konieczności większej równości, silniejszej regulacji i lepszej równowagi między rynkiem a rządem. Niestety, tak się nie stało. Wręcz przeciwnie, prawicowa ekonomia, napędzana przez ideologię i partykularne interesy, znów zagraża gospodarce światowej. 

            Joseph Stiglitz pisał w roku 2008, a zatem jeszcze przed wybuchem obecnego kryzysu, że od upadku Związku Radzieckiego realne dochody amerykańskiej rodziny zmniejszyły się o 15 procent. Natomiast majątek 900 najbogatszych rodzin amerykańskich zwiększył się właśnie o kwoty równe sumarycznie tym, jakie stracili zwykli amerykanie przez te 15 lat. Stiglitz widzi w tym brutalną reakcję kapitalistów na brak zagrożenia ze strony ZSRR (choćby ułudnego) w jakim żyli „właściciele świata” przez lat kilkadziesiąt. Dzisiaj do 10 proc.najbogatszych amerykanów trafia 40 proc. dochodu narodowego. Przed epoką neoliberalizmu te 40 proc. tortu trafiało do 30 proc. Amerykanów. 1 proc.najbogatszych posiada aż 40 proc. wszystkich nieruchomości i inwestycji finansowych, itd.


  Nowe oblicze starej doktryny 

            Zastanówmy się, jak to się stało, i dlaczego stało się tak, że funkcjonujący całkiem nieźle w XIX i XX wieku kapitalizm, właśnie na przełomie XX i XXI wieku stał się tak bezwzględny i nieroztropny aż do głupoty.

            Najprecyzyjniejszej odpowiedzi udziela Benjamin Barber – amerykański politolog, który pisze: Dzisiejszy problem polega na tym, że kapitalizm wymknął się spod kurateli państwa narodowego. Państwo poddawało kapitalizm demokratycznej kontroli i regulacjom, w ramach państwa temperowały go związki zawodowe. Dziś jednak kapitalizm się zglobalizował, a demokracja nie. Zglobalizowały się rynki, a demokratyczne instytucje i prawa, które mogłyby sprawować nad nimi nadzór nie istnieją. Pozwoliliśmy kapitalizmowi wyrwać się z demokratycznych ram, w których trzymaliśmy go przez 150 lat. I oto na nowo zafundowaliśmy sobie kapitalizm w najdzikszej i najbardziej brutalnej postaci – na dodatek w wymiarze globalnym.  

Oczywiście w ramach państw narodowych wciąż istnieją pewne mechanizmy kontroli. Jednak na poziomie planetarnym kapitalizm pozostaje zupełnie sam – bez nadzoru, bez przejrzystości, bez regulacji. I to jest bardzo niebezpieczne.  (...)


        (...) Ale co konkretnie wynika ze zdziwienia i oburzenia mediów na moralną kondycję właścicieli kapitałów? Nic, konkretnie nic. Nikt bowiem nie chce dotknąć źródeł problemów.       Sytuacja dzisiejsza w gruncie rzeczy przypomina dzień 30 października1517 roku, a była to wigilia 31 października czyli dnia, w którym Marcin Luter ujawnił światu swoje tezy. Tyle tylko, że nowy Luter jeszcze się nie objawił, a stary kościół wyznając małe grzechy liczy na rozgrzeszenie i dalszą akceptację.


  Hiperkapitalizm 

         Żyjemy w epoce globalizacji, co oznacza, że powinniśmy analizować gospodarkę globalną nie tylko jako zagregowaną wielkość gospodarek krajowych – twierdzi profesor Johan Galtung, dyrektor organizacji A Peace and Development Network we Francji,współzałożyciel i członek Światowej Federacji Studiów nad Przyszłością. Co więcej, żyjemy w epoce hiperkapitalizmu.

Przez hiperkapitalizm należy rozumieć system ekonomiczny, w którym kapitał stanowi jedyny lub prawie jedyny sens istnienia, jako środek, cel (wynik) oraz miara (wskaźnik) bogactwa, dochodu narodowego brutto, indeksu Dow Jonesa oraz innych wskaźników giełdowych. (...)


  (...) Globalizacja biedy 

         W książce kanadyjskiego ekonomisty Michela Chossudovsky’ego The Globalisation of Poverty zaprezentowany jest wpływ procesów globalizacyjnych na narastającą w świecie biedę. Chossudowsky krytykuje międzynarodowe organizacje, zwłaszcza Międzynarodowy Fundusz Walutowy, obarczając je za wzrost ubóstwa w wielu krajach rozwijających się. Pogłębiające się rozwarstwienie na globalne elity i spauperyzowane masy to jeden z wymiarów globalizacji.  

         Dystans w wymiarze gospodarczym i socjalnym, jaki dzieli kraje rozwinięte od krajów ubogich, pogłębił się w ostatnich dekadach, chociaż wiek XX przyniósł imponujący rozwój i ogromną poprawę bytu całej ludzkości, jeśli mierzyć ich poziom przeciętnym wzrostem PKB per capita. Podział dochodu miedzy krajami jest jednak obecnie bardziej nierówny niż pół czy nawet ćwierć wieku temu. rzykładowo, jeśli w 1960 r. stosunek dochodów 1/5 ludzkości w krajach najbogatszych do dochodów 20% mieszkańców najbiedniejszych państw wynosił 30 do1, to w 1990 r. już 60 do 1; w 1997 r. dysproporcja ta wynosiła 74 do 1, z kolei w 1999 r. osiągnęła już 81 do 1. Na najbogatszą 1/5 ludności Ziemi przypada 86% światowego produktu brutto, 68% inwestycji zagranicznych, 74% linii telefonicznych, zaś na 1/5 najbiedniejszej ludności zaledwie po 1% wkażdej z wymienionych kategorii. (...)


  (...) Alternatywa 

Odpowiedzią na globalizm i neoliberalizm może być jedynie socjaldemokratyczny kolektywizm, czyli wspólnotowe, państwowe, samorządowe i spółdzielcze działania w sferze produkcji, handlu i kultury. Jeżeli tylko uzyskają one wsparcie państwa, staną się alternatywą dla bezwzględnych międzynarodowych korporacji.  

            Orientacja na wspólnotowy, kolektywistyczny model społeczeństwa, to znaczy, że wyżej niż konkurencję indywidualną cenimy wszelkie formy zespołowej aktywności ludzkiej i uspołeczniania ludzi, np. zrzeszających się w spółdzielniach, zespołach produkcyjnych, organizacjach społecznych i stowarzyszeniach.  

            Żeby jednak do tego doszło potrzebna jest świadomość konieczności zmian oraz siły polityczne, które do tych zmian poprowadzą. Biorąc pod uwagę jak postąpiono w Polsce – po roku 1990 – ze spółdzielczością pracy, handlową, mieszkaniową a nawet działkowcami trudno tu o optymizm. Chyba, że działacze  i posłowie SLD – partii już z nazwy socjaldemokratycznej przestaną być jedynie nieśmiałymi  krytykami liberałów i sami przedstawią wizję społeczeństwa autonomicznego. 

            Lewica musi wrócić do swoich korzeni, przypomnieć sobie, że powstała w XIX wieku jako ruch sprzeciwiający sie tworzeniu nowej klasy niewolników. Że walka o ekonomiczne prawa robotników była w istocie walką o szanse społeczne dla tej klasy. (...)


            (...) Przyczyn tego, że współcześni Polacy są społeczeństwem nazbyt zatomizowanym a nawet wzajemnie sobie wrogim, że tak trudno u nas o porozumienie ponadpartyjne, upatrujemy w fakcie zaniku kolektywizmu społecznego.  

            Pojęcie “nowoczesnej lewicy” kamufluje jedynie bezsiłę współczesnych partii lewicowych. Są one poddane przemożnemu dyktatowi myśli liberalnej, naciskom mediów a skutkiem tego każdy powrót do źródeł lewicowości oceniany jest jako wstecznictwo i anachronizm.  

            Trzeba też zwrócić uwagę, że dzisiejsza europejska lewica nie ma odwagi lub też nie stać ją na sformułowanie i eksponowanie własnej wizji stosunkówspołeczno-ekonomicznych. 

            Jeżeli lewica nie przestanie sie bać posądzeń o “nienowoczesność” pozostanie na uboczu współczesnych doktryn i działań, a jej naturalny elektorat będzie skazany na opowiadanie się za partiami eksponującymi jedynie wartości libertyńskie. Takie zresztą partie (w Polsce jest to Ruch Poparcia Palikota) są akceptowane przez nurt liberalny, albowiem w swej istocie nie są one nacelowane na zmianę stosunków ekonomicznych. 

<<<  [ 1 ]  [ 2 ]  [ 3 ]  [ 4 ]  [ 5 ]  [ 6 ]  [ 7 ]  [ 8 ] [ 9 ] [ 10 ] [ 11 ] [ 12 ] [ 13 ] [ 14 ] [ 15 ] [ 16 ] [ 17 ] [ 18 ] [ 19 ]  >>> 

"Dylematy lewicy"     to aktualnie ważne dla socjalistów i innych ludzi lewicy wypowiedzi, teksty, eseje, wykłady o bieżącej tematyce społeczno-politycznej i filozoficzno-ekonomicznej - to materiały pobudzjące do twórczej dyskusji i głębszych ideowych przemyśleń.
Publikowane w "Dylematach" wybrane   fragmenty tekstów 
można w całości pobrać w postaci plików:
Marek Klimczak 
- ekonomista, b. wiceprezydent Łodzi, przewodniczący ZW Stowarzyszenia “Pokolenia” 
w Łodzi.

Jerzy Hutek 
– reżyser, b. dyrektor  Teatru Nowego, członek Stowarzyszenia „Pokolenia„ 
w Łodzi.
Kreator stron - łatwe tworzenie stron WWW