„Polityka nasza dąży niezłomnie do utorowania ludowi drogi do władzy, bo lud jest w narodzie olbrzymią większością 

i reprezentuje pracę i potęgę idealną. Kto trzyma z ludem, ten stanie obok nas do pracy, do walki, do budowania Polski! ..." 

                                                                                                                        Z przemówienia Ignacego Daszyńskiego wygłoszonego w Lublinie w dn.10.11.1918 r. 
                               STOWARZYSZENIE imienia IGNACEGO DASZYŃSKIEGO
 

John Mearsheimer-Liberalne złudzenia

Why the Ukraine Crisis Is the West’s Fault
The Liberal Delusions That Provoked Putin
Poniżej prezentujemy fragmenty opracowanego przez portal "Kresy.pl" głośnego tekstu Johna Mearsheimera, który został opublikowany we wrześniowym numerze Foreign Affairs i odbił się szerokim echem w zachodniej prasie. W Polsce, mimo ciągłej aktualności, przeszedł on niemal niezauważony.
Dlaczego kryzys ukraiński to wina Zachodu
Liberalne złudzenia, które sprowokowały Putina
Według panującej na Zachodzie opinii, kryzys ukraiński ma być niemal całkowicie skutkiem rosyjskiej agresji. W myśl tej argumentacji, prezydent Rosji Władimir Putin, anektował Krym kierując się pragnieniem reanimacji Imperium Sowieckiego, a ostatecznie może również zajęcia reszty Ukrainy, jak również innych krajów Europy Wschodniej. W myśl tej wizji, usunięcie prezydenta Wiktora Janukowycza w lutym 2014 roku dostarczyło jedynie pretekstu Putinowi do wydania decyzji o zajęciu części Ukrainy.

Ten opis jest jednak błędny: Stany Zjednoczone oraz ich europejscy sojusznicy ponoszą większą część odpowiedzialności za ten kryzys. Głównym źródłem kłopotów jest powiększenie NATO - centralny element większej strategii polegającej na wyciągnięciu Ukrainy z orbity rosyjskiej i zintegrowaniu jej z Zachodem. Jednocześnie ekspansja UE na wschód i wspieranie przez Zachód ruchów pro-demokratycznych na Ukrainie – począwszy od Pomarańczowej Rewolucji w 2004 roku – były również krytycznymi elementami. Od połowy lat 90. XX wieku rosyjscy przywódcy nieugięcie przeciwstawiali się powiększaniu NATO, zaś w ostatnich latach wyrazili jasno, że nie będą stali z boku, podczas gdy ich strategicznie ważny sąsiad zwraca się w kierunku obozu Zachodu. Dla Putina, nielegalne obalenie demokratycznie wybranego i prorosyjskiego prezydenta Ukrainy – co właściwie określił mianem „zamachu stanu” – było kroplą, która przepełniła czarę. Odpowiedział na to zajęciem Krymu - półwyspu, na którym w jego obawach miałaby powstać baza morska NATO, i/oraz działaniami na rzecz destabilizacji Ukrainy, dopóki nie zaprzestanie ona wysiłków na rzecz przyłączenia się do Zachodu.

Odpór ze strony Putina nie powinien był być żadną niespodzianką. W końcu Zachód wcześniej wpychał się na zaplecze Rosji i zagrażał jej największym strategicznym interesom – na co Putin wskazywał dobitnie i wielokrotnie. Elity Stanów Zjednoczonych i Europy zostały całkowicie zaskoczone wydarzeniami tylko dlatego, że podpisywały się pod wadliwą wizją międzynarodowej polityki. Mają one skłonność wierzyć, że logika realizmu posiada niewielkie znaczenie w XXI wieku, zaś Europa może pozostać wolna i integralna na bazie takich liberalnych zasad, jak praworządność, współzależność gospodarcza i demokracja.

Jednak w przypadku Ukrainy w tym wielkim programie coś poszło nie tak. Tamtejszy kryzys pokazuje, że Realpolitik nadal posiada znaczenie – a kraje, które to ignorują czynią to na własne ryzyko. Przywódcy USA i Europy pobłądzili próbując zamienić Ukrainę w twierdzę Zachodu na granicy z Rosją. Teraz, gdy konsekwencje zostały obnażone, kontynuowanie tej poronionej polityki byłoby jeszcze większym błędem...
... By zrozumieć dlaczego Zachód, a szczególnie Stany Zjednoczone, całkowicie nie pojął, że ich polityka względem Ukrainy położyła podwaliny pod potężną konfrontację z Rosją, należy wrócić do połowy lat 90. XX wieku, gdy administracja Clintona zaczęła opowiadać się za ekspansją NATO. Eksperci wysunęli całą paletę argumentów za i przeciw takim działaniom, ale nie było konsensusu w tym, co należy zrobić. Przykładowo, większość wschodnioeuropejskich emigrantów w USA oraz ich pobratymcy mocno popierali ekspansję, ponieważ chcieli, by NATO chroniło takie kraje jak Węgry czy Polska. Kilkoro realistów także wspierało tę politykę uważając, że Rosję należy w dalszym ciągu powstrzymywać.

Jednak większość realistów sprzeciwiała się ekspansji w przekonaniu, że chylące się ku upadkowi mocarstwo ze starzejącą się populacją i jednowymiarową gospodarką faktycznie nie musi być powstrzymywane. Obawiali się zaś, że powiększenie [NATO-red.] jedynie dałoby Rosji pretekst do wywoływania kłopotów w Europie Wschodniej. Amerykański dyplomata George Kennan wyraził ten punkt widzenia w wywiadzie z 1998 roku, krótko po tym, jak Senat USA wyraził zgodę na pierwszą rundę powiększania NATO. „Uważam, że Rosjanie będą stopniowo reagować całkowicie negatywnie i że wpłynie to na ich politykę” – powiedział. „Myślę, że to tragiczna pomyłka. Nie było ku temu żadnego powodu. Nikt nikomu nie zagrażał”.

Z drugiej strony, większość liberałów, w tym wielu kluczowych członków administracji Clintona, opowiadało się za powiększeniem. Uważali, że koniec zimnej wojny fundamentalnie przeobraził politykę międzynarodową i że nowy, post-narodowy porządek zastąpił realistyczną logikę, która zwykła była rządzić Europą. Stany Zjednoczone były nie tylko „niezbędnym narodem”, jak ujęła to Sekretarz Stanu Madeleine Albright; były również łagodnym hegemonem, a zatem najpewniej nie postrzeganym w Moskwie jako zagrożenie. Celem w istocie było sprawienie, aby cały kontynent wyglądał jak zachodnia Europa.

I tak USA oraz ich sojusznicy starali się promować demokrację w krajach Europy Wschodniej, zwiększyć współzależność gospodarczą pomiędzy nimi a Zachodem, a także osadzić je w międzynarodowych instytucjach. Wygrawszy debatę w Stanach Zjednoczonych liberałowie mieli niewielkie trudności z przekonaniem ich europejskich sojuszników, by wsparli rozszerzenie NATO. W końcu biorąc pod uwagę dotychczasowe osiągnięcia UE, Europejczycy byli nawet bardziej niż Amerykanie przywiązani do koncepcji, w myśl której geopolityka nie ma już znaczenia, a zawierający w sobie wszystko liberalny porządek może utrzymać pokój w Europie.

Liberałowie tak całkowicie zdominowali dyskurs dotyczący bezpieczeństwa europejskiego w pierwszej dekadzie obecnego stulecia, że nawet wówczas, gdy sojusz przyjął politykę otwartych drzwi, ekspansja NATO wzbudziła niewielki opór ze strony realistów. Liberalny światopogląd jest obecnie powszechnie akceptowanym dogmatem w środowisku amerykańskich dyplomatów. Przykładowo, w marcu [2014 roku - red.] prezydent Barack Obama wygłosił przemówienie na temat Ukrainy, w którym co rusz powtarzał frazę o „ideałach”, które motywowały zachodnią politykę i jak owe ideały „często były zagrożone przez starszy, bardziej tradycyjny pogląd na władzę”. Odpowiedź Sekretarza Stanu Johna Kerry na kryzys krymski odzwierciedlała tę samą perspektywę: „Nie wolno w XXI wieku zachowywać się na sposób XIX-wieczny, poprzez najeżdżanie innego kraju pod całkowicie zmyślonym pretekstem”.

W skrócie, obie strony działają według odmiennych instrukcji: Putin wraz ze swoimi pobratymcami myśli i działa według dyktatu realizmu, podczas gdy ich zachodni odpowiednicy przylgnęli do swoich idei liberalnych w kwestii polityki międzynarodowej. Rezultat jest taki, że USA oraz ich sojusznicy nieświadomie sprowokowali wielki kryzys na Ukrainie. (...)
(...) Droga wyjścia

Biorąc pod uwagę, że większość zachodnich przywódców w dalszym ciągu nie przyjmuje do wiadomości, że zachowanie Putina może być motywowane przez uzasadnione obawy o bezpieczeństwo jego kraju, nie są zaskoczeniem podejmowane przez nich próby modyfikacji tych działań poprzez większe oparcie się na swojej dotychczasowej polityce i karcenie Rosji w celu zapobieżenia dalszej agresji. Pomimo tego, że Kerry utrzymywał, iż „wszystkie opcje są na stole”, ani USA ani ich natowscy sojusznicy nie są przygotowani do użycia siły w celu obrony Ukrainy. Zamiast tego, Zachód polega na sankcjach gospodarczych mających zmusić Rosję do zaprzestania wspierania rebelii na wschodzie tego kraju. W lipcu, Stany Zjednoczone i Unia Europejska postawiły na pierwszym miejscu trzecią turę ograniczonych sankcji, wymierzonych głównie w ważne osobistości ściśle związane z rosyjskim rządem oraz kilka znaczących banków, przedsiębiorstw energetycznych i firm zbrojeniowych. Zagrozili także nałożeniem kolejnej, ostrzejszej partii sankcji, wymierzonych we wszystkie sektory rosyjskiej gospodarki.

Takie środki przyniosą niewielki efekt. Ostre sankcje zapewne i tak nie wchodzą w grę; zachodnioeuropejskie kraje, a szczególnie Niemcy, opierają się ich wprowadzeniu z obawy przed rosyjskim odwetem mogącym wyrządzić poważne szkody wewnątrz UE. Jednak nawet gdyby Stany Zjednoczone były w stanie przekonać swoich sojuszników do zastosowania twardych środków, Putin prawdopodobnie nie zmieniłby podjętych przez siebie decyzji. Historia pokazuje, że kraje zniosą nawet największe kary, żeby bronić swoich interesów strategicznych. Nie ma powodu by sądzić, że Rosja stanowi wyjątek od tej reguły...

... Niemniej jednak, istnieje rozwiązanie kryzysu na Ukrainie – chociaż wymagałoby ono od Zachodu pomyślenia o tym kraju w zasadniczo inny sposób. Stany Zjednoczone i ich sojusznicy powinni porzucić swoje plany „westernizacji” Ukrainy, w zamian starając się uczynić ją neutralnym buforem pomiędzy NATO a Rosją, zbliżonym do pozycji Austrii podczas Zimniej Wojny. Zachodni przywódcy powinni przyznać, że Ukraina ma tak duże znaczenie dla Putina, że nie mogą wspierać tam antyrosyjskiej władzy. Nie oznaczałoby to, że przyszłość ukraińskiego rządu musiałaby być prorosyjska czy antynatowska. Wręcz przeciwnie, celem powinna być suwerenna Ukraina, która nie jest członkiem ani rosyjskiego, ani zachodniego obozu.

By osiągnąć ten cel, USA i ich sojusznicy powinni publicznie wykluczyć dalszą ekspansję NATO zarówno w odniesieniu do Gruzji, jaki i Ukrainy. Zachód powinien również pomóc w opracowaniu dla Ukrainy gospodarczego planu ratunkowego, sfinansowanego wspólnie przez UE, Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Rosję i USA – taką propozycję Rosja powinna przyjąć, biorąc pod uwagę jej interes w posiadaniu prosperującej i stabilnej Ukrainy na swojej zachodniej flance. Z kolei Zachód powinien wydatnie ograniczyć swoje starania z zakresu inżynierii społecznej na Ukrainie. Nadszedł czas, by położyć kres wspieraniu przez Zachód następnej Pomarańczowej Rewolucji. Pomimo tego, amerykańscy i europejscy przywódcy powinni zachęcać Ukrainę to respektowania praw mniejszości, szczególnie praw językowych ludności rosyjskojęzycznej.

Niektórzy mogą twierdzić, że tak późna zmiana polityki względem Ukrainy poważnie naruszy wiarygodność USA w świecie. Bez wątpienia będzie to miało swoją cenę, jednak koszty kontynuacji błędnej strategii byłyby znacznie większe. Co więcej, inne kraje zapewne uszanują państwo, które uczy się na swych błędach i ostatecznie inicjuje politykę, która efektywnie radzi sobie z bieżącym problemem...

... Rzecz jasna, część analityków może przyznać, że NATO słabo radziło sobie ze stosunkami z Ukrainą i przy tym nadal utrzymywać, że Rosja jest wrogiem, który z czasem staje się coraz bardziej groźny – i stąd Zachód nie ma innego wyjścia, jak tylko kontynuować swoją bieżącą politykę. Jednak ten punkt widzenia jest obciążony poważnym błędem. Rosja jest słabnącą potęgą, a z czasem będzie tylko słabsza. Co więcej, nawet jeśli Rosja byłaby wzrastającą potęgą, włączanie Ukrainy w struktury NATO nadal nie miałoby sensu. Powód jest prosty: Stany Zjednoczone i ich europejscy sojusznicy nie uznają Ukrainy za ważny interes strategiczny, jak pokazała to niechęć do użycia siły militarnej, by przyjść jej z pomocą. Byłoby więc szczytem głupoty stworzenie nowego członka NATO, którego inni członkowie nie mają zamiaru bronić. Sojusz rozszerzył się w przeszłości, gdyż liberałowie przyjmowali, że nigdy nie będzie on musiał honorować swoich nowych gwarancji bezpieczeństwa, lecz rosyjska gra siły w ostatnim czasie pokazała, że nadanie Ukrainie członkostwa w NATO mogłoby ustawić Rosję i Zachód na kursie kolizyjnym.

Trzymanie się obecnego kursu politycznego skomplikowałoby także relacje Zachodu z Moskwą w innych kwestiach. Stany Zjednoczone potrzebują pomocy Rosji by wycofać swój sprzęt z Afganistanu przez rosyjskie terytorium, osiągnąć porozumienie jądrowe z Iranem i ustabilizować sytuację w Syrii. Faktycznie, Moskwa pomogła Waszyngtonowi we wszystkich trzech kwestiach w przeszłości; latem 2013 roku to Putin wyciągał kasztany Obamy z ogniska, kształtując umowę w ramach której Syria wyraziła zgodę na zrzeczenie się swojej broni chemicznej, unikając tym samym amerykańskiego uderzenia, którym groził amerykański prezydent. USA pewnego dnia będą potrzebować pomocy Rosji, by powstrzymać Chiny. Jednak obecna polityka amerykańska jedynie zbliża Moskwę i Pekin do siebie.

Stany Zjednoczone i ich europejscy sojusznicy stoją w obliczu wyboru w kwestii Ukrainy. Mogą kontynuować swoją bieżącą politykę, co zaostrzy wrogość z Rosją i w efekcie zdewastuje Ukrainę – w tym scenariuszu każdy okaże się przegranym. Mogą też „zmienić bieg” i działać tak, by stworzyć dostatnią, lecz neutralną Ukrainę, co nie zagraża Rosji i pozwala Zachodowi naprawić swoje relacje z nią. Przy takim podejściu, wygrałyby wszystkie strony.

John J. Mearsheimer - Tłumaczenie: Marek Trojan

FROM OUR SEPTEMBER/OCTOBER 2014

John Mearsheimer, fot. mearsheimer.uchicago.edu

John J. Mearsheimer
jest profesorem nauk politycznych na Uniwersytecie w Chicago, teoretykiem stosunków międzynarodowych i twórcą teorii realizmu ofensywnego, autorem książki „The Tragedy of Great Power Politics”. Prezentowany artykuł ukazał się we wrześniu 2014 roku w renomowanym amerykańskim czasopiśmie „Foreign Affairs”.
Kreator stron - łatwe tworzenie stron WWW