„Polityka nasza dąży niezłomnie do utorowania ludowi drogi do władzy, bo lud jest w narodzie olbrzymią większością 

i reprezentuje pracę i potęgę idealną. Kto trzyma z ludem, ten stanie obok nas do pracy, do walki, do budowania Polski! ..." 

                                                                                                                        Z przemówienia Ignacego Daszyńskiego wygłoszonego w Lublinie w dn.10.11.1918 r. 
                               STOWARZYSZENIE imienia IGNACEGO DASZYŃSKIEGO
 

Julian Hochfeld

My socjaliści




   Z książki: "My socjaliści - Ze stanowiska socjalistycznego realizmu", Warszawa 1949, s.28-37


RODOWÓD
      Istniał — a w niektórych krajach przetrwał po dziś dzień — taki obyczaj, że ludzie wybitnie zasłużeni na polu działalności wojskowej, naukowej, gospodarczej lub politycznej otrzymywali tytuł szlachecki. Nie w tym rzecz, że nagradzanie wartościowych jednostek drogą wciągnięcia ich w grono darmozjadów, korzystających z przywileju tradycji, może się kłócić z naszym poczuciem sprawiedliwości. Nie o to też chodzi, że taka forma odnawiania elity kierowniczej bywała z reguły nadużywana dla kontrolowania „prawomyślności” nowej elity. W samej koncepcji bowiem tkwiła kiedyś na pewno zdrowa myśl, że podstawą szczególnego szacunku społeczności i szczególnych uprawnień powinny być zasługi, a nie urodzenie.
      Ale uszlachceni ulegali bardzo często deformacji snobizmu. Miast z całą dumą podkreślać swą nowość i świeżość, miast żyć swymi prawdziwymi talentami, jako jedyną podstawą szlachectwa, świadomie lub nieświadomie składali hołd poniżającemu dla nich przywilejowi urodzenia i dorabiali sobie drzewo genealogiczne, powołując się na fałszywych przodków i fałszywą tradycję.
      Nobilituje się nie tylko jednostki. Historia i wydarzenia nobilitują również cale ruchy społeczne i stronnictwa polityczne, które w określonych warunkach wykazały wyjątkową dojrzałość, wielkie talenty, położyły wybitne zasługi dla państwa i narodu. I rzecz w tym, by owe ruchy i stronnictwa nie wstydziły się ani swej świeżości, ani „gorszego” — z punktu widzenia nowych warunków i potrzeb — pochodzenia, ani też nie snobowały się dorobionym drzewem genealogicznym, fałszywymi przodkami i nie swoją tradycją.
      Kierunek niepodległościowy, tradycje rewolucyjnej ciągłości społecznego patriotyzmu, od kościuszkowskich jakobinów, poprzez „czerwonych” wszystkich powstań polskich i europejskich w XIX wieku, do Limanowskiego, Okrzei, Niedziałkowskiego — reprezentowała w polskim ruchu robotniczym Polska Partia Socjalistyczna. Były w tych tradycjach rzeczy dobre i złe, razem pomieszane. Do tradycji tych przecież należy nie tylko bohaterska śmierć Stefana Okrzei, ale także — żeby użyć drastycznego przykładu — bojowa przeszłość Tomasza Arciszewskiego, który tragicznie i niesławnie skończył swą polityczną karierę w ślepym zaułku emigracyjnej reakcji. W tradycjach tych odzywają się raz po raz błędy nacjonalizmu, niezrozumienie roli Związku Radzieckiego, niechęć wobec idei jednolitego frontu robotniczego. Dumni z naszych tradycji, nie ukrywamy ich ujemnych stron i nie nawiązujemy — przez jakiś snobizm nowej rzeczywistości — do tradycji cudzych. Albowiem w naszej własnej tradycji tkwi przecież także walka przeciw własnym błędom, walka, która skończyć się musiała na wielkim zakręcie historii odrodzeniem Partii, tj. koniecznością drastycznego personalnego rozdziału — przynajmniej u samej góry — na tych, co przeciw błędom wystąpili i dziś Partią kierują, i tych, co błędy przypłacili politycznym bankructwem i oderwaniem się od socjalizmu.
      Taki jest nasz rodowód. Niczego w nim nie upiększając, niczego nie przeinaczając, powiadamy, że jest on nasz. Mamy w nim bardzo wiele powodów do zasłużonej dumy. Czerpać z niego możemy bardzo wiele nauk, skoro najlepiej jest uczyć się na własnych błędach. Ale nie chcemy i nie możemy korzystać z „przywileju urodzenia”. I dlatego musimy ciągle na nowo wobec ludu polskiego wykazywać, że rzeczy dobre z tradycji umiemy kontynuować, z rzeczy złych wyciągnęliśmy nauki, a do dorobku potrafimy dołożyć nowy, cenny wkład.
      Niech każda partia, każdy ruch w Polsce — tak właśnie — nie wstydzi się swej własnej tradycji, niech nie nawiązuje niepotrzebnie do cudzej, niech chlubi się blaskami swego rodowodu, niech koryguje jego cienie, niech nie żąda przywileju za zasługi i talenty, a polityką dnia dzisiejszego niech do tych zasług dokłada nowe.
FUNDAMENTY NOWEJ POLSKI
      Nie ulega wątpliwości, że fundamenty nowej Polski kładła w pierwszym rzędzie Polska Partia Robotnicza — a więc to stronnictwo, którego trzon najofiarniejszy wywodzi się z grona wypróbowanych działaczy komunistycznych — oraz ta część polskiego ruchu socjalistycznego, która umiała przewidzieć zgubne dla narodu i państwa konsekwencje antysowieckiej orientacji i politycznego podporządkowania sanacyjno-militarnemu ośrodkowi dyspozycji. Cokolwiek by się powiedziało o szczerych wysiłkach Mikołajczyka i Stańczyka — a sam przecież należę do tych, co wrócili z emigracji dopiero po powstaniu Rządu Jedności Narodowej — faktem jest, że ich nie było w okresie najcięższym, na pewno nie najlepszym, ale jakże ważkim, gdy wbrew zaślepieniu znacznej części polityków i społeczeństwa wykuwały się zręby nowej Polski, nie tylko słowami Manifestu PKWN, ale także męką rozczarowań, że nie wszystko można robić tak, jakby się chciało, i ofiarą dumną tych, co padali od kul skrytobójców.
      Źle było, że w owym okresie błędy okresu konspiracji i emigracji podzieliły tak ostro społeczeństwo polskie; że nawet polski obóz demokratyczny nie mógł skupić się i skrystalizować w całości wokół Manifestu PKWN i że wielu spośród nas samych nie zdołało dość wcześnie wejść na prostą drogę, którą dyktuje historia i geografia; że o prawidłowości tej drogi wielu z nas przekonywało się dopiero po żmudnej pracy przełamywania kompleksów, uprzedzeń, fałszywych informacji, personalnych powiązań, romantycznych fikcji. My w ruchu socjalistycznym ucierpieliśmy szczególnie. Część naszego ruchu poszła po zgubnej linii, której fałszywość była tym dotkliwsza, im więcej bohaterstwa i ofiarności osobistej wykazywali jej zwolennicy. Nie byliśmy całkowicie zjednoczeni nawet w tej części ruchu, która rozumiała sens i potrzeby nowej rzeczywistości. I gdy spotykamy się dziś wszyscy w odrodzonej i zjednoczonej PPS — i ci z RPPS, którzy najdalej sięgali prawidłowym przewidywaniem, i ci z WRN, którzy ofiarnie walczyli i na czas wyrwali się spod sztucznego ciśnienia autorytetu przywódców, korygując swoje błędy, i ci z wojska, które szło znad Oki, by słupy graniczne bić na Odrze, i ci, których droga wiodła przez Narvik, Tobruk, Monte Cassino i Falaise, i ci z emigracji dalekich, i ci z grupy Żuławskiego — dziwimy się, jak fałsze i kompleksy umiały odebrać nam wspólny język, który ongiś mieliśmy, który mógł i powinien był być językiem Manifestu PKWN, a nie dopiero językiem Rządu Jedności Narodowej, i który — na szczęście — mamy dziś znowu.
      Wdzięczni tym, co pozycje socjalizmu polskiego uratowali aktywnym i czołowym współudziałem w kładzeniu fundamentów nowej Polski, musimy dziś podwoić i potroić wysiłki, by wkład zjednoczonej PPS w odbudowę i przebudowę kraju był godny tego, co w tradycjach naszych było najlepsze.
ZJEDNOCZENI
      U progu nowego roku dokonał się akt ostatecznego zjednoczenia naszej Partii. Grupa działaczy, skupionych wokół tow. Zygmunta Żuławskiego, którego nazwisko ma w socjalizmie polskim swój wydźwięk nie tylko historyczny, ale także bieżąco-polityczny, jako przeciwnika orientacji antysowieckiej w ruchu podziemnym i współtwórcy Rządu Jedności Narodowej — włączyła się organicznie do odrodzonej, a jednak zawsze autentycznej, a więc ich własnej także, Polskiej Partii Socjalistycznej. Z tą chwilą możemy mówić rzeczywiście o zjednoczeniu ostatecznym. Albowiem dzisiaj pozostaną poza Partią albo ci, których siła odśrodkowa własnych błędów wyeliminowała na wielkim zakręcie historii z toru politycznego, albo ci, którym szaleńczy upór nie pozwala dojrzeć, gdzie pracuje się dla Polski, a gdzie przeciw niej, albo wreszcie zdrajcy i ludzie złej woli.
      Ów akt ostatecznego zjednoczenia Partii ma wielkie znaczenie.
      Po pierwsze, w twórczym wysiłku odrodzenia narodowego i odbudowy kraju nie stać nas nie tylko na emigrację zagraniczną, ale także na emigrację wewnętrzną; na ośrodki, które żyją poza marginesem wydarzeń i poza nurtem społecznym. W szczególności naszej Partii, której liczebność dochodzi dziś do 200 tysięcy członków, potrzeba coraz więcej doświadczonych działaczy terenowych, oświatowców, administratorów, publicystów, dziennikarzy, ekonomistów, znawców ruchu zawodowego i spółdzielczego itd. Szkoda każdego człowieka, który z tych czy innych powodów nie poszedł z nurtem, wijąc sobie gdzieś z boku partykularne gniazdko, szkoda każdego uczciwego socjalisty, który powodowany uprzedzeniem, dotknięty w swych ambicjach, zarażony fałszywą oceną polityczną, trzyma się zasady abstynencji społecznej. Wielką zasługę wobec kraju i Partii mają ci, którzy — wolni od sekciarstwa i animozji osobistych — uprzedzenia te rozwiewali, rozsądne ambicje ludzkie zaspokajali, fałszywe oceny polityczne prostowali wytrwałym tłumaczeniem i tworzeniem pozytywnych faktów rzeczywistości społecznej. Albowiem dzięki nim kraj i Partia mogą żyć coraz pełniejszym życiem demokratycznych społeczności, w których każdy swą cegłę dokłada do budowy, miast kwasić się w destruktywnych formach krytyki.
      Po wtóre skończył się wreszcie ów szkodliwy, a gorliwie przez koła reakcyjne w kraju i za granicą szerzony mit o
„niereprezentatywności“ PPS. Nie, trzeba tłumaczyć, ile szkody przyniosła ta wersja polskiej rzeczywistości, przez kogo była inspirowana i komu dawała korzyści. Nawet nasi towarzysze z zagranicznych partii socjalistycznych, z francuskiej czy brytyjskiej, nie rozumieli procesów u nas zachodzących i coraz to powtarzali swe wątpliwości co do charakteru odrodzonego ruchu socjalistycznego w Polsce. Nasz ruch jest jednolitofrontowy. Nasz ruch bazuje na rzeczywistości polskiej i z niej wyrasta. Ale nasz ruch jest pepesowski, socjalistyczny, nie mniej, jeśli nie więcej socjalistyczny w swej rewolucyjnej treści, niż ruch francuski czy brytyjski. I dlatego dobrze jest, że do naszego ruchu, który skupił w całości dawne masy pepesowskie i rozszerzył swe wpływy na ośrodki dawniej niedostępne, wróciła reszta uczciwych i zasłużonych socjalistów polskich, by po zrewidowaniu błędnych ocen i fałszywych informacji razem pracować w zjednoczonej Partii.
      Po trzecie wreszcie, skrystalizowała się dziś ostatecznie linia podziału. Każdy ma dziś wóz albo przewóz i nikt nie może się tłumaczyć, że jeszcze na coś czeka. Zapewne, są ludzie, o których wyżej była mowa, że siła odśrodkowa ich własnych błędów wyeliminowała ich na wielkim zakręcie historii z toru politycznego. Znajdują się wśród nich niewątpliwe talenty i charaktery, ale w polityce za grube błędy grubo się też płaci. Dla tych łudzi nie ma dziś w życiu politycznym miejsca. Sami się z niego wyrugowali i wrócić mogliby tylko poprzez długi i uczciwy proces rewizji pojęć i konstruktywny udział w odbudowie kraju. Czy zechcą i czy potrafią to zrobić, trudno odpowiedzieć. Ale poza tymi, nielicznymi zresztą, jednostkami, każdy socjalista, nawet ten, co błądził bardzo długo, może błędy swe skorygować i rozstrzygnąć bez żadnych już trudów i oporów psychicznych dylemat: z odrodzoną PPS, na gruncie jej programu i zasad politycznych, a więc z Polską, z ojczyzną — czy też przeciw PPS, przeciw nowej rzeczywistości polskiej.
      A więc i przeciw Polsce.
Z KIM I PRZECIW KOMU
      Jedność jest rzeczą ważną, ale jedność oparta na uzgodnionej linii politycznej i na wspólnych zasadach jest jeszcze ważniejsza. Jeśli nawet proces zjednoczenia PPS trwał dłużej, to w zamian wiemy, że uzgodniliśmy sobie, o co walczymy, co tworzymy, z kim idziemy, przeciw komu i przeciw czemu występujemy.
      Wymieńmy najistotniejsze podstawy jedności.
      Władze w Polsce „działają na podstawie Konstytucji z 17 marca 1921 r. ... Podstawowe zarządzenia tej Konstytucji pozostaną w mocy aż do zebrania Sejmu Ustawodawczego, który jako reprezentacja woli narodu, wybrany na podstawie powszechnego, bezpośredniego, równego, tajnego i proporcjonalnego glosowania, uchwali nową Konstytucję”.
      „Przyjaźń i bojowa współpraca, zapoczątkowana braterstwem broni pomiędzy Armią Polską a Armią Czerwoną, powinny położyć fundament pod trwałe przymierze i stosunki sąsiedzkie” — między Polską i Związkiem Radzieckim. „Braterstwo broni i krew przelana we wspólnej walce przeciwko niemieckiej napaści... zacieśnią więzy przyjaźni i wzmocnią sojusz z Wielką Brytanią i Stanami Zjednoczonymi Ameryki. Polska zachowa tradycyjną przyjaźń i sojusz z odrodzoną Francją, jako też współpracę z demokratycznymi państwami świata”.
      W odrodzonej Polsce przywrócono zasadę „wszystkich demokratycznych swobód, równości wszystkich obywateli, wolności zawiązywania politycznych i zawodowych organizacji, wolności prasy i sumienia. Te demokratyczne swobody nie będą jednakże przysługiwać wrogom demokracji. Organizacje faszystowskie, jako organizacje wrogie narodowi, będą tępione z całą surowością prawa”. 
      Reforma rolna na wsi, uspołecznienie wielkich i średnich zakładów przemysłowych, kredytu, transportu, lasów itd., własność prywatna drobnych zakładów przemysłowych i handlowych, rozszerzenie opieki społecznej, wprowadzenie zabezpieczenia społecznego, poprawienie sytuacji mieszkaniowej, poparcie spółdzielczości, odbudowa szkół i reforma szkolnictwa — oto inne z punktów historycznego Manifestu PKWN, który — wcale nie przypadkowo — ciągle jest najlepszą bazą dla porozumienia się socjalistów między sobą.
      Od owego czasu wbito słupy graniczne na Odrze i Nysie, utworzono Rząd Jedności Narodowej, zrealizowano znaczną część zapowiedzi, wśród nich reformę rolną. To także podstawy jedności.
      W zakresie organizacyjnym podstawą jedności są dwie fundamentalne zasady odrodzonej PPS: samodzielność Partii i jednolity front klasy robotniczej, a więc w warunkach polskich sojusz trwały, niekoniunkturalny i szczery z Polską Partią Robotniczą. Jednolity front klasy robotniczej to pomost do sojuszu robotniczo-chłopskiego, a sojusz robotniczo-chłopski to fundament rządów Ludowych w Polsce.
      Wiemy więc, z kim i o co. Z istoty i z sensu naszych dążeń wynika jasno, że walczyć musimy bezkompromisowo i na każdym odcinku przeciw faszyzmowi, przeciw reakcji, przeciw zdradzie narodowej, przeciw machinacjom wojennym, przeciw zbrodniczej polityce sabotażu, dywersji, skrytobójstwa, intrygi.
ROZEZNANIE
      Ani socjalizm międzynarodowy, ani Polska Partia Socjalistyczna nie są zjawiskami koniunkturalnymi. Przechodziliśmy kryzysy, dzieliliśmy się i różnili, przegrywaliśmy, bito nas i grzebano. Wkradały się w nasze szeregi czynniki obce. W Polsce coraz to na nowo musieliśmy eliminować z własnych szeregów piłsudczyznę w tej czy innej postaci. Odrodzenie PPS i jej ponowne zjednoczenie dokonuje się przede wszystkim na bazie ostatecznego zlikwidowania w Partii tego wszystkiego, co kiedyś było personalnie, organizacyjnie i ideologicznie w niej piłsudczyzną i antyrosyjskim, a potem antyradzieckim kompleksem.
      Taki jest wstępny, podstawowy element rozeznania.
      Ale są też inne.
      Jesteśmy socjalistami. Nasz patriotyzm polski nie tylko nam nie przeszkadza, ale na odwrót każe nam być międzynarodowcami. Czujemy się związani z całym międzynarodowym ruchem socjalistycznym. Z dumą mówimy o zwycięstwach i sukcesach socjalistów w W. Brytanii, we Francji, w Czechosłowacji, w Norwegii, na Węgrzech, w znowu czerwonym Wiedniu — bo te zwycięstwa i sukcesy są także nasze.
      Jesteśmy demokratami, nie od dziś i nie od wczoraj. Wierzymy głęboko, że bez demokracji nie ma socjalizmu. I dlatego budujemy dziś nową Polskę demokratyczną, bo jest to droga socjalizmu, do sprawiedliwości społecznej.
      Jesteśmy humanistami. Wierzymy w człowieka. Człowieka uważamy za cel i przedmiot wysiłków, za miernik osiągnięć społecznych, za twórcę historii. Człowiek się dla nas i u nas liczy.
      Jesteśmy bojownikami idei jednolitego frontu klasy robotniczej. Jesteśmy jej realizatorami w praktyce budowy nowej Polski i chorążymi w międzynarodowym ruchu socjalistycznym. Wierzymy, że poprzez przezwyciężenie różnych tradycji i różnych psychologii ruch robotniczy w procesie odbudowy Europy i na drodze wspólnych, uzgadnianych stale wysiłków zostanie zjednoczony. Pragniemy, by nasze zasady, nasze koncepcje stały się podstawą tego zjednoczenia.
      Tacy jesteśmy — my socjaliści. Tak się rozeznajemy — my członkowie odrodzonej PPS. W tym leży nasza siła i tym pokonywać będziemy nasze własne, wewnętrzne słabości, które w każdym ruchu istnieją. Tym promieniujemy na zewnątrz, tym wołamy do naszych szeregów, by wspólnie z innymi partiami demokratycznymi czuwać, walczyć, budować i zwyciężyć.

B o P P S czuwa; PPS walczy; PPS zwycięży.
(„Przegląd Socjalistyczny” 1. I. 1946)
Twoja strona firmowa - szybko i za darmo!