„Polityka nasza dąży niezłomnie do utorowania ludowi drogi do władzy, bo lud jest w narodzie olbrzymią większością 

i reprezentuje pracę i potęgę idealną. Kto trzyma z ludem, ten stanie obok nas do pracy, do walki, do budowania Polski! ..." 

                                                                                                                        Z przemówienia Ignacego Daszyńskiego wygłoszonego w Lublinie w dn.10.11.1918 r. 
                               STOWARZYSZENIE imienia IGNACEGO DASZYŃSKIEGO
 
Stowarzyszenie im. I. Daszyńskiego ma konto w Banku Zachodnim WBK podane w zakładce "O nas" oraz "Kontakt".
W dniu 9 kwietnia 2018 r. został otwarty i jest prowadzony również rachunek bieżący do tego konta, aby 
w roku 100-lecia niepodległości dokonywać darowizn - w PLN - na budowę pomnika Ignacego Daszyńskiego.
                                                Numer rachunku: 02 1090 1694 0000 0001 3620 0930
Z adnotacją: Darowizna na budowę pomnika Ignacego Daszyńskiego w Warszawie.

I.Daszyński-Posłowie socjalistyczni w Kole Polskim

Ignacy Daszyński 


POSŁOWIE SOCJALISTYCZNI W KOLE POLSKIM - 
SOCJALIŚCI WYSTĘPUJĄ Z KOŁA POLSKIEGO

(Fragmenty III i IV rozdziału książki "Cztery lata wojny - wg wydania z 1918 r. )
Żródło: "NOWY OBYWATEL": Lato 2017 - dołączona broszura „Cztery lata wojny” Ignacego Daszyńskiego
   … Podkładem politycznym wstąpienia socjalistów polskich do Koła [Polskiego] w owym czasie — co należy wyraźnie podkreślić — było ich dążenie do połączenia Galicji z Królestwem. Czy kto da temu dążeniu nazwę „austropolskiej” polityki, czy zatem ujmie ten problem nie ze względu na cel, a raczej ze względu na drogę do tego celu wiodącą, to istoty rzeczy nie zmienia. Jeżeli ktoś podczas wojny właśnie wojenną drogę do tego celu wybrał, nie może zasługiwać na faryzeuszowskie potępienia i zarzuty odstępstwa. Pięć milionów Polaków w Austrii chce połączyć się z państwem polskim i to stało się centralnym politycznym dążeniem socjalistów polskich w Austrii. Dla Galicji było to spełnienie się jej „maksymalnego” niejako programu. Nie będę tu się rozwodził nad szczegółami. Wystarczy spojrzeć na mapę Polski, policzyć ludność, dowiedzieć się. ilu Polaków, ilu robotników polskich znalazłoby się wtenczas razem w państwie polskim, rozejrzeć się w układzie gór i rzek, kopalń i skarbów natury w Polsce, a istota tego narodowego dążenia okaże się silniejszą. niż wszelkie skrupuły, które nie tracąc swojego znaczenia, ustąpić muszą na plan drugi, jeżeli urzeczywistnienie się tego programu nie da się przeprowadzić w czasie określonym, cóż komu z tego potem przyjść może, że miał takie czy inne skrupuły...
   A właśnie bliskim miał być ten czas, w którym socjaliści nabrali byli wewnętrznego przekonania, że urzeczywistnienie się ich dążenia nie jest utopią. Najciekawsze, że ci, którzy byli innego zdania, albo w ogóle sceptycznie traktowali „austropolskie" rozwiązanie, opierali całe swoje nadzieje na Berlinie i na rzekomej chęci Niemców z Rzeszy przyłączenia do Polski raczej Wilna, niż Krakowa!... „Wilno — czy Kraków!”, oto było pytanie rozwiązywane wówczas na obie strony; raz Wilno trzeba było ratować, bo Krakowowi „na razie nie grozi wynarodowienie”, drugi raz znów wskazywano na oczywistą niemożliwość zbudowania w tej wojnie Polski bez Krakowa... Któryż Polak może wziąć za złe obrońcom Wilna lub Krakowa w tym pochodzie do państwa polskiego, że kładli silniejszy nacisk na swoje ukochane miasto? Socjaliści polscy w Galicji wstąpili do Koła, aby sparaliżować wszelkie wpływy zewnętrzne, liczące na rozdwojenie i rozbicie Polaków' w ich walce o Polskę. W pływów tych. jak pokazał rok 1917, było bardzo wiele w samej Austrii, tak u góry, jak i u dołu... Wstąpili do Koła, aby nie pozwolić na politykę ..dworaków”, którzy sądzili, że właśnie w Kole przyszedł czas jej rozkwitu. Zdaniem moim jeden i drugi powód były wystarczająco ważne; jedno i drugie zadanie zostało w ciągu dwu lat pobytu socjalistów w Kole doić pomyślnie wypełnione.
   Jako ludzie i jako socjaliści ponieśli posłowie FPSD ogromną osobistą ofiarę przez wstąpienie do Koła. Przyzwyczajeni do działalności i energicznej pracy, musieli w Kole tracić najdroższy czas wśród wiecznego niedołęstwa t wprost niebywałego próżniactwa ogromnej większości swoich zacnych kolegów kołowych. Kto tego sam nie przeżył, ten nie uwierzy... Jest np. w Kole Polskim pewnik, że „na posiedzenie Koła spóźnić się nie można!”. To znaczy: choćbyś przyszedł najpóźniej, jeszcze się nie spóźnisz... W ciągu tych dwóch lat, nie wiem, czy był pięć łub sześć razy pełny, rzeczywisty komplet tego szacownego klubu narodowego...
   Najprostsza uchwala wlokła się w Kole tygodniami, a dochodziła do skutku wśród bezustannego udawania się na osobne narady poszczególnych stronnictw. Nikt nie chciał płacić najdrobniejszej składki na cele Koła. Lokal i personel pomocniczy opłacał w roku 1915/16 z własnej kieszeni p. Biliński! Potem prezesował Kołu czcigodny prezes Rady powiatowej w Wadowicach, a potem już od września 1917 aż do chwili, gdy to piszę — w kwietniu 1918 — Koło nie potrafiło wybrać prezesa! Rozpędzało się coś pięć razy, wybrało raz nawet na trzy tygodnie prezesa - i utknęło w bezkrólewiu jak w piasku. Rozpadło się, a prezesa nie wybrało! A intrygi! Wprost z posiedzenia szli pewni „kolarze" do dziennikarzy', aby im podać przekręcone złośliwie i oszczerczo mowy czy fakty z Koła. Nie zostawiano na sobie wzajemnie suchej nitki poza plecami kolegów. Kilku posłów znanych jest w Kole jako „informatorzy” rządu lub „Neue Freie Presse”. Kto chce, może dowiedzieć się ich nazwisk. A przemówienia w Kole! Są tam mówcy, którzy wprost jarmarcznym patosem wzbudzają w szeregach tłumione łkanie śmiechu... Sami „inteligenci" oczywiście, nie żadni prostaczkowie!
   W takiej to atmosferze wytrzymali posłowie PPSD przez dwa lata. Hamowali zapędy magnackiej kliki z Izby Panów, aż ją niemal w zupełności usunęli od polityki Koła. Zwalczali agrariuszów i przeszkadzali niezdrowym apetytom kapitalistycznym czy karierowiczowskim, a przede wszystkim wykazywali, że dzisiejsza forma Kola jako jednolitego klubu jest niemożliwym anachronizmem. W sprawie ogólnonarodowej przygotowywali zwrot z 28 maja 1917 r., zmusili Koło do zajęcia się obroną Legionistów i w pełnej Izbie stawiali sprawę polską w znany sposób, którego tutaj nie mamy możności omawiać. W walkach o chleb i aprowizację, o odbudowę kraju, a następnie w żmudnej pracy nad konstytucją dla Galicji, którą miano wyodrębnić, socjalistyczni posłowie zmusili Koło do respektowania tężyzny, pilności, punktualności i wiedzy, z jaką traktowali każde zadanie.
   Weszli do Koła w epoce największego natężenia absolutyzmu w Austrii. Hrabia Stürgkh rządził wówczas niepodzielnie, o ile jakikolwiek rząd cywilny mógł swoje funkcje nazywać „rządzeniem”... Partia została unicestwioną, wziętą do wojska, zmuszoną do pracowania w zmilitaryzowanych fabrykach i kopalniach. O wolności prasy, stowarzyszeń, zgromadzeń nie było mowy. Zgromadzenie poufne, zwołane w Wiedniu przez prezydenta parlamentu, Sylwestra, zostało zakazane. Szczegółów opisywać tu nie możemy. Wywarcie najdrobniejszego wpływu na rząd było dla polskiego klubu socjalistycznego niemal wykluczone. Wpływ na całość reprezentacji polskiej był natomiast możliwy i wywierali go socjaliści. Okazało się to w dwóch sprawach bardzo wyraziście. Mam tu na myśli konflikt z baronem Burianem, ówczesnym ministrem spraw zagranicznych, i pracę nad konstytucją dla „wyodrębnionej" Galicji. W jednej i drugiej sprawie rola socjalistów była typowym przykładem wykonywania ważnych dla kraju zadań, dla których wstąpili do Koła Polskiego.
   Lato 1916 było dla Polski i dla Austrii brzemienne w następstwa niepomyślne. Bitwa pod Łuckiem miała swoje skutki. W Kole jednak i w NKN panowała zwykła cisza i nie miano tu poczucia, jakoby miały nastąpić jakiekolwiek zmiany. Z końcem czerwca postawił w NKN Daszyński imieniem opozycji NKN wniosek, którego pierwsza część żądała od dyplomacji austrowęgierskiej oświadczenia się w sprawie polskiej. Większość traktowała wniosek niechętnie, zasłaniając się brakiem kompetencji. Wówczas Daszyński zobowiązał się skłonić prezesa Koła, p. Bilińskiego, do interwencji w duchu wniosku, pojechał do Ischl, letniej siedziby prezesa, i uzyskał jego pismo do Buriana, oparte o wniosek. Na dzień 21 lipca zwołano Komisję polityczną Koła i tu przeżyli Polacy dziwne chwile.
   Oto otrzymano od p. Buriana aż dwa listy: jeden z oświadczeniem się ogólnikowym rządu w sprawie polskiej, drugi z żądaniem, aby pierwszego listu prezes nikomu nie odczytywał ani treści jego nie podawał... W początkach sierpnia już był p. Bobrzyński w Wiedniu, gdzie tworzyły się zarysy aktu 5 listopada. W października zaś zebrało się Koło Polskie, na którym poseł dr Lieberman postawił wniosek: „Koło polskie wyraża głębokie ubolewanie, że kierownictwo spraw zagranicznych monarchii austrowęgierskiej nie utrzymywało w toku pertraktacji z rządem niemieckim o sprawę polską kontaktu z powołaną reprezentacją narodu polskiego i lekceważyło opinię społeczeństwa. To lekceważenie stało się źródłem szeregu błędów popełnionych przez p. ministra spraw zagranicznych, które wyrządziły niepowetowaną szkodę narodowi polskiemu, obrażając jego uczucia i naruszając jego najżywotniejsze interesy". Wniosek ten uchwaliło Koło 28 głosami przeciw 15. Po raz pierwszy od lat pięćdziesięciu mógł być taki wniosek uchwalony w Kole.
   Charakterystyczne z tego posiedzenia są jeszcze inne wnioski, np. wniosek posłów Marka i Moraczewskiego: „Koło Polskie stwierdza, że dążeniem naszym jest powstanie niepodległego państwa polskiego, jednoczącego cały naród polski. Nie wyrzekając się tej naczelnej zasady, stwierdza Koło Polskie, że wynikiem obecnej wojny powinno być utworzenie niepodległego państwa polskiego, składającego się z Galicji i Królestwa Polskiego, zabezpieczonego od wschodu dawnymi krajami Rzeczypospolitej”.
   Wniosek ten upadł. Oprócz socjalistów głosowali za min tylko pp. Śliwiński, Tertil, Zieleniewski ... Był to czas więdnięcia oficjalnej polityki „austropolskiej”, czas przygotowania do ogłoszenia aktu 5 listopada.
   O akcie 5 listopada i jego politycznym znaczeniu dla Polski nie mam zamiaru w tych szkicach pisać. Dla Galicji oznaczał on zaprzeczenie jej dążeń. Gorzką tę pigułkę chciano Polakom galicyjskim osłodzić tzw. wyodrębnieniem Galicji. (…)
   Wiosna roku 1917 przyniosła w dniu 30 maja otwarcie parlamentu. Miesiąc przedtem rząd hr. Clam-Martinica odebrał Polakom wszelkie nadzieje na wyodrębnienie Galicji. Akt 5 listopada zamykał im drogę do Królestwa. Programy z 16 sierpnia 1914, ponawiane 8 sierpnia 1915 i 1 maja 1916, o państwie polskim z Królestwa i Galicji złożonym, runęły w przepaść. Powstała luka głęboka. Kiedy więc Koło zebrało się dnia 14 maja, postawili socjaliści w Kole program obejmujący szerszy zakres polityki polskiej, program ratujący przynajmniej dążenie narodu do bytu państwowego bez względu na chwilową możność zrealizowania formy tego państwa. Wniosek socjalistów dał inicjatywę do całego szeregu wniosków: pp. Głąbińskiego, Hallera, Tetmajera itd. Nadto stały na porządku dziennym wnioski p. Stesłowicza, Angermana i Diamanda, zapowiadające, że Koło Polskie znajdzie się w opozycji do rządu. Dnia 16 maja przystąpiono do głosowania. Pierwszy wniosek Daszyńskiego odrzucono. Zostawały wnioski Tetmajera i Głąbińskiego. Ten ostatni miał ustęp o koronie polskiej dla cesarza. Uchwalono wniosek Tetmajera, a następnie Stesłowicza. Zwołano też Koło sejmowe na dzień 28 maja do Krakowa. Dzień przedtem zebrane w Krakowie Koło Polskie, uchwaliło 49 głosami przeciw 2 glosom Abrahamowicza i Lubomirskiego, sławną rezolucję, której tekst brzmiał ostatecznie:
   „Kolo Koło Polskie sejmowe stwierdza, że jedynym dążeniem narodu polskiego jest             odzyskanie niepodległej zjednoczonej Polski z dostępem do morza i uznaje się                   solidarnym z tym dążeniem.
   Koło sejmowe stwierdza dalej międzynarodowy charakter tej sprawy i uznaje jej                 urzeczywistnienie za porękę trwałego pokoju.
   Polskie Koło sejmowe wyraża nadzieję że życzliwy nam cesarz Austrii sprawę tę ujmie 
   w swe ręce.
   Wskrzeszenie państwa polskiego przy pomocy Austrii zapewni jej naturalnego i 
   trwałego sprzymierzeńca”. 
Rezolucja z 28 maja oznaczała dla Polski „wolną rękę” wśród odmętów wojny światowej. O jej realizacji mówić przed zakończeniem wojny jest rzeczą nie prowadzącą do celu. Była ona pewnego rodzaju psychiczną koniecznością po upadku programów, które uważano za „pozytywne“. Odpowiada też ona w pewnej mierze programowi zasadniczemu PPSD, jakeśmy to już w pierwszym rozdziale podkreślili. Wobec „austropolskiej” polityki brzmiała jak jej zaprzeczenie. Stąd szalona opozycja stańczyków przeciw niej, stąd rozbicie Galicji i skandaliczne sceny z drugiego Koła Sejmowego w dniu 2 września, gdy stańczycy próbowali ją obalić! Ma ona tę dobrą stronę, że każdy Polak może się z nią zgodzić i że nie ulega zmianom „pozytywnych” programów, opierających się z natury rzeczy na zmiennym układzie sił itd. Jeżeli już tzw. pozytywne programy runęły w przepaść, niechaj przynajmniej masa narodu skupia się koło hasła, które obejmuje jej zasadnicze dążenia wśród zmieniających się wiecznie szans urzeczywistnienia …Gniewała i gniewa pewnych „polityków"- dla wielkiej masy narodu jest nadzwyczaj pożądaną.
   W kilka tygodni po 28 maja posłowie socjalistyczni musieli się podjąć długiej, niesłychanie mozolnej i pełnej moralnych wstrząśnień akcji ratunkowej dla Legionistów. Akcja ta wynikała z ogólnego stanowiska partii wobec „Piłsudczyków”, tj. Legionistów, uważających bezwarunkowo za swojego wodza Komendanta Piłsudskiego. Analiza stosunków, jakie zapanowały w Legionach po ich przeniesieniu do Królestwa i oddaniu pod komendę gen. Beselera, zajęłaby tutaj zbyt wiele miejsca. Zaznaczyć jednak należy, że chociaż PPSD nie miała najmniejszego wpływu na odmówienie przysięgi ze strony większości żołnierzy i oficerów (lipiec 1917), to jednak zręczny manewr stańczyków zrobił z tego „akcję socjalistów”. Kiedy w pół roku później (luty 1918) nastąpiła druga i ostatnia katastrofa w Legionach, socjaliści nie odpłacili równą miarką, nie napadli na stańczyków, lecz zachowali się całkiem inaczej... Ale rezultatem wydarzeń warszawskich 2 lipca 1917 był cały szereg nieustających interwencji posłów socjalistycznych, wśród których najwięcej trudu wzięli na siebie posłowie Bobrowski, Lieberman i Moraczewski.
   Jedna kwestia stanowiła podczas pobytu socjalistów w Kole Polskim najcięższy i najprzykrzejszy temat rozmów wśród członków PPSD: kwestia głosowania za budżetem. Im silniej partia zaczynała żyć znowu pełniejszym życiem, im cięższymi stawały się warunki tego życia w Galicji, tym bardziej piekącą stawała się i sprawa głosowania socjalistów za budżetem w parlamencie. Że socjaliści, jako skrajnie opozycyjna partia, nie powinni głosować za budżetem państwa, które nie jest socjalistycznym, to w kołach PPSD nie ulegało nigdy żadnej wątpliwości. Odnosi się to do czasów normalnych, chociaż i tutaj mamy w dziejach parlamentarnych klubów socjalistycznych w Europie bardzo liczne przykłady, że i w czasach pokoju socjaliści francuscy, angielscy i niemieccy głosowali za budżetem wrogiego sobie państwa. W czasie walki „bloku” francuskiego o oddzielenie Kościoła od państwa i w walce liberałów angielskich przeciw Izbie Lordów, socjaliści popierali czynnie rząd i głosowali za budżetem. W czasie wojny zmieniły się jednak poglądy na taktykę parlamentarną socjalistów bardzo radykalnie. Francuzi. Niemcy, Anglicy głosowali za budżetem. Wspominaliśmy już, że niedawno temu najskrajniejsi socjaliści francuscy głosowali za budżetem. Kiedy wśród Niemców austriackich wybuchła kwestia w zimie 1918, czy głosować za budżetem, czy nie, doniesiono mi z niemieckich kół oficjalnych socjalistów, że Fryderyk Adler, zabójca hr. Stürgkha, z więzienia swego miał wyrazić swą zgodę na głosowanie za budżetem. Niemieccy socjaliści właśnie wtedy głosowali też za budżetem, kiedy od ich głosów zależało, czy budżet przejdzie, czy nie... Kiedy tego „niebezpieczeństwa” nie było, głosowali śmiało przeciw budżetowi. Warunki parlamentu podczas wojny są w ogóle inne niż podczas pokoju.., W tych ramach ogólnych należałoby dopiero rozpatrywać kwestię głosowania za budżetem i wówczas okazałyby się szczególne warunki, wśród który partia decydować się musi na głosowanie za lub przeciw! Czescy posłowie nie głosowaliby prawdopodobnie za budżetem ani razu w tej wojnie, bo głośno twierdzili, że tej wojny nie chcą od początku. Ale tutaj nie socjalizm decydował...
   Polscy posłowie socjalistyczni właściwie raz tylko głosowali za budżetem, a raczej decydowali na równi z innymi kolegami w Kole Polskim, że należy głosować za budżetem. Było to w październiku 1917 roku. W czerwcu bowiem 1917 roku Koło Polskie dało nowemu rządowi dra Seidlera swoje głosy za budżetowym prowizorium, jako czysto techniczną koniecznością państwową. Za to usunęło gabinet hr. Clam-Martinica z ministrami, a przede wszystkim z ministrem kolei baronem Forsterem! Hrabia Clam-Martinic upadł w czerwcu, bo nie mógł dostać ani budżetu, ani prowizorium budżetowego do końca czerwca; dr. Seidlerowi uchwalono prowizorium na cztery miesiące, aby móc zobaczyć, ile dotrzyma z niezmiernie długiej listy ponętnych obietnic...
   Dopiero w październiku było więc głosowanie za budżetem wyrazem niejako stosunku parlamentarnego Kola Polskiego do rządu dra Seidlera. Polacy mieli żądań litanię całą! Rząd dra Seidlera obiecywał zaspokoić przynajmniej najważniejsze z nich; w szeregu konferencji doszła do skutku formalna umowa na piśmie między rządem a Kołem. (…)
   Umowę Koła z rządem podał „Naprzód” w dosłownym brzmieniu, więc nie będę jej tu rozbierał. Wszystkie ciała FPSD. wszyscy jej członkowie mieli sposobność zajrzenia w ten sposób w otwarte karty; ani jeden głos protestu nie podniósł się w październiku z szeregów partii. Notuję to. ażeby podnieść, że protesty podniosły się potem pod wpływem „lewicy” niemieckiej w Wiedniu... Widziała ona bardzo bystro „błąd” polskich socjalistów, a pokrywa milczeniem gorszy' „błąd” swoich najbliższych, bo niemieckich socjalistów w cztery miesiące potem. Będzie może kiedyś sposobność, aby się nad tym zjawiskiem bliżej zastanowić: dziś wystarczy je zanotować. Mówiono wiele przy tej okazji o rozbiciu w Klubie posłów PPSD. Jak większość Klubu godziła się na czteromiesięczne prowizorium, a jeden z posłów socjalistycznych stawiał w Kole wniosek na uchwalenie dwumiesięcznego!
   Rozpatrując głosowanie polskich socjalistów w październiku, a niemieckich w cztery miesiące później, widzimy te same powody, te same obietnice, te same myśli i głośno przytaczane motywy partyjnej polityki. (…) 
   Żadne państwo w Europie, prowadzące wojnę czy neutralne, nie znalazło się w czasie ostatnich lat czterech w tym położeniu, żeby parlament groził rządowi odmówieniem budżetu, chociaż idzie tu wszędzie o miliardy. Niemcy mają 121 posłów socjalistycznych w Reichstagu. Francja 100, Anglia około 60. a jednak nigdzie tam frakcja socjalistyczna nie postawiła żadnego swojego rządu w położenie bez wyjścia. W Rosji zaś październikowej rządził Kiereński i socjaliści-mienszewicy, którzy bez żadnego pozwolenia parlamentarnego rzucali w otchłań wojny miliardy rubli! W Austrii socjaliści niemieccy rzucili swoich 40 głosów na korzyść rządu, gdy Koło Polskie zawiodło w zimie 1918. Różnice miedzy „prawicą” a „lewicą” socjalistyczną niemal tu nie istnieją, jak tego widzieliśmy przykłady w Austrii i we Francji. Wojna pociąga bowiem n sobą niezwyczajne konsekwencje w całym życiu, a więc i w parlamentarnym.
   Dopiero traktat w Brześciu postawił przed polskimi posłami sprawę glosowania przeciwko budżetowi w takich warunkach, że całe Koło było zdecydowane rzucić swoje glosy przeciw rządowi, aby go obalić i zmienić przez to kierunek polityki wojennej państwa.
SOCJALIŚCI WYSTĘPUJĄ Z KOŁA POLSKIEGO
   Dnia 9 lutego 1918 podpisano w Brześciu Litewskim traktat pokojowy między Austrią a Ukraińską Republiką Ludową i w artykule II tego traktatu odstąpiono Ukrainie polską ziemię chełmską i podlaską. Dnia 12 lutego na ratuszu krakowskim postawił poseł Daszyński w Komitecie międzypartyjnym wniosek urządzenia w niedzielę 17 lutego 1918 zgromadzeń protestujących w całym kraju, a poseł Moraczewski zaproponował przeniesienie terminu na poniedziałek 18 lutego. Dzień 18 lutego był dniem olbrzymiego poruszenia milionów Polaków w Austrii. Niesocjalistyczne czynniki w Komitetach postanowiły, żeby w tym dniu Polacy zaprzysięgli „nie dać ziemi”. Socjaliści odradzali tę patetyczną formę, lecz musieli ustąpić... Koło Polskie uchwaliło jednogłośnie protest napisany przez posła Daszyńskiego i odezwę przezeń przedłożoną. Protest odczytał dnia 20 lutego prezes Koła baron Goetz w parlamencie i po kilku dniach z prezesostwa ustąpił — z powodu tarć z narodową demokracją. Imieniem socjalistów przemawiał tego samego dnia poseł Daszyński. Między Kołem a rządem zawrzała walka. Koło zerwało stosunki z rządem, który przez to stracił większość. Za kilka dni kończyło się uchwalone w październiku prowizorium budżetowe. Polacy mieli sposobność rząd obalić. Po audiencji u cesarza dnia 7 marca postanowiła większość Koła Polskiego rząd uratować i wyjść podczas głosowania z Izby. Dziesięć minut przed głosowaniem w parlamencie uchwalił Klub PPSD jednogłośnie z Koła wystąpić i głosować przeciw rządowi. 59 posłów polskich niesocjalistycznych wyszło z Izby i rząd otrzymał budżet przy czynnej pomocy socjalistów niemieckich.
   Ulubioną tezą prasy konserwatywnej od szeregu miesięcy było: socjaliści polscy nie mogą prowadzić narodowej polityki od czasu, kiedy na Wschodzie zamiast caratu rządzi rewolucja bolszewicka i to miało być jedynym powodem wystąpienia ich z Koła Polskiego. Nie możemy tutaj niestety zająć się tym tematem bliżej, zwłaszcza że nie tracimy nadziei, iż o tych interesujących sprawach Wschodu wkrótce osobną pracę uda się napisać. Tu chcemy tylko podnieść dwie daty: rewolucja bolszewicka zwyciężyła w listopadzie 1917, a socjaliści wystąpili z Koła w marcu 1918. W czasie zaś wojny i rewolucyjnych, błyskawicznie szybkich przemian w' Rosji, cztery miesiące są długim okresem. I jeszcze jedna refleksja. Oto np. organ socjalistów niemieckich „Arbeiterzeitung” najsilniej i najkonsekwentniej nawoływał do pomagania „bolszewikom”, do ochraniania rezultatów ich zwycięstwa, a jednak nie przeszkodziło to niemieckim socjalistom w głosowaniu za budżetem dla rządu, który żył i tryumfował z powodu upokorzenia bolszewików!... Nie potrzeba było motywów petersburskich do wystąpienia socjalistów polskich z Koła, wystarczyły polskie...
   Ćwierć wieku organizacji uratowało socjalistów polskich od ujemnych skutków ostatniego kryzysu. Na drugi dzień po wystąpieniu z Koła, każdy wiedział, co i gdzie ma robić. Miano przede wszystkim więcej czasu! A potem nie potrzebowano niczyjego poklasku, tak jak lata długie nie obawiano się gróźb niczyich...
Zobacz również fragmenty "Posłowia wydawcy": "NIEPODLEGŁOŚĆ I LEWICA" 
(patrz obok:  > > >)
NIEPODLEGŁOŚĆ I LEWICA 
POSŁOWIE WYDAWCY

(Fragmenty)
… Cała działalność PPSD, której Daszyński stosunkowo szybko został głównym liderem, naznaczona była patriotyzmem. Czy była to walka o równe prawa polityczne dla Polaków w zaborze, czy akcentowanie sprawy narodowej, czy wspieranie oporu przeciwko rozmaitym formom wynaradawiania i ucisku narodowego (bądź to ze strony austriackich urzędników lub austriackiej czy niemieckiej klasy posiadającej w dużych miastach, bądź też na spornym narodowościowo terenie Śląska Cieszyńskiego) — partia socjalistyczna wielokrotnie zabierała głos w tych kwestiach. Często był to głos samego Daszyńskiego, popularnego mówcy wiecowego, publicysty i redaktora prasy partyjnej, później radnego miasta Krakowa, a następnie posła do parlamentu austrowęgierskiego w Wiedniu. Wśród nich m.in. interpelacje dotyczące prawa polskich dzieci do nauczania w języku ojczystym na ziemiach zaolziańskich czy zakusów węgierskich wobec części Tatr, w tym obszaru Morskiego Oka. Były to słowa, były też czyny, również te z gatunku polityki pozytywnej — nie tylko stawianie oporu rozmaitym „antypolskim” posunięciom, ale także kultywowanie tradycji narodowej, choćby w postaci obchodów rocznic urodzin Adama Mickiewicza, kiedy to na wiecach, w prasie partyjnej i innych publikacjach przypominano postać i dorobek Wieszcza. W roku 1910 PPSD z inicjatywy Daszyńskiego wzięła udział w ponadpartyjnych uroczystościach z okazji 500-lecia zwycięstwa pod Grunwaldem. Daszyński przemawiał wówczas: „Tylko niepodległość narodowa jest drogą do zbratania, do solidarności wszystkich ludów”. (…)
… Już w roku 1907 w utworzonym z inicjatywy PPS wydawnictwie „Życie”, mającym publikować teksty programowe polskiego ruchu socjalistycznego, ukazała się rozprawa Daszyńskiego pt. „Polityka proletariatu”, pisana w sierpniu i wrześniu poprzedniego roku. a więc jeszcze przed dokonanym w listopadzie rozłamem w partii. Stanowiła ona głos polemiczny wobec PPS-owskich „młodych”, a w momencie wydania tekstu — wobec stanowiska PPS Lewica. „[...] nigdzie na świecie socjaliści nie mają tej rozpaczliwej odwagi głupstwa, jak tylko u nas, właśnie u nas, w narodzie, który potrzebuje wolności, kocha wolność, a wolności tej nie posiada. Jak stańczycy galicyjscy, dworacy poznańscy i ugodowcy w Królestwie [Polskim] wyrzekli się wszelkiej myśli o niepodległości, tak i nasi niektórzy socjaliści w imię niemal tych samych argumentów, co tamci wrogowie ludu polskiego, wyrzekają się niepodległej Polski, jak diabeł się boi święconej wody” — pisał. I dodawał: żadnemu socjaliście do głowy nie przyszło wołać np. w Anglii »precz z Anglią!« lub w Niemczech »precz z Niemcami!«. Ale naszemu niejednemu wydaje się okrzyk »precz z Polską!« bardzo radykalnym i rewolucyjnym. W wolnych państwach socjalistę zwalczającego niepodległość narodową zamknięto by do szpitala, u nas nieraz tacy mają się za »najczystszych« ". Należy jednak dodać, że Daszyński analizował także, skąd się bierze w ruchu socjalistycznym pewna popularność takich haseł. „Rozumiemy doskonale, z czego to pochodzi. Narodowi demokraci, klerykałowie i ugodowcy tak zohydzili słowo »naród«, tak zeń potrafili zrobić jakiś środek uniwersalny przeciwko socjalizmowi, podszyli to pojęcie tak bardzo obłudą i żandarmskimi apetytami, że niejeden towarzysz spluwa po prostu na tę całą ohydę szowinizmu i nie chce słyszeć nic o »narodzie«”.
Stawiał jednak w tym tekście wprost i bez żadnych niedopowiedzeń postulat odzyskania niepodległości i walkę o ten cel w przyszłości nieodległej: „[...] należy przede wszystkim zakończyć okres fermentowania i bezpłodnych dyskusji wewnątrz organizacji partyjnej, przez jasne i wyraźne wysunięcie naprzód programowego punktu: niepodległej, demokratycznej republiki polskiej. Postulował wykorzystanie każdej nadarzającej się okazji ku temu. Jedną z nich miał być przewidywany przezeń już wówczas konflikt carskiej Rosji z Niemcami i Austro-Węgrami. W roku 1908 mówił w parlamencie austrowęgierskim: „Sądzę, że dla nas, dla ludu, mogą przyjść czasy, podczas których będziemy musieli prowadzić z największą gorliwością wojnę wyzwoleńczą lub obronną. Sądzę, że my właśnie na Wschodzie, gdzie występuje dążenie mas ludowych do utworzenia własnej państwowości, musimy się liczyć z możliwościami ewentualnych wojen”. Z satysfakcją przyjął zatem fakt, że mimo upadku rewolucji 1905 roku i rozłamu w partii. „[...] myśl walki zbrojnej z caratem nie umarła. Przechował ją i w życie wcielił Piłsudski, tworząc najpierw Związek Walki Czynnej, a potem Związek Strzelecki […] Sparaliżowane strachem społeczeństwo polskie zobaczyło nagle na ulicach Lwowa, Krakowa, a nawet na wsi galicyjskiej szary mundur żołnierza polskiego, którego nie widziało od roku 1831”.
Lewicowe i lewicujące środowiska spod znaku „walki czynnej" oraz masowej polityki partyjnej przenikały się w Galicji organizacyjnie i personalnie. Wielu członków i sympatyków PPSD było zarazem uczestnikami inicjatyw szkoleniowo-zbrojnych tworzonych przez Piłsudskiego i jego towarzyszy. Kręgi konserwatywne i endeckie niejednokrotnie przedstawiały je jako „szkoły terrorystów'", których obecność w Galicji służy przygotowaniom do rewolucji. Daszyński na forum parlamentu austrowęgierskiego rzeczowo odpierał te zarzuty i brał w obronę Związek Strzelecki. Minister Spraw Zagranicznych Austro-Węgier, Alois Lexa von Aehrenthal, pisał w jednym z listów: „Tylko dzięki wpływom posłów Daszyńskiego i Diamanda udało się przekonać władze policyjne w Krakowie o zupełnej apolityczności tego związku i jego oddziałów, dzięki czemu i jedynie na tej podstawie udało mu się uzyskać zatwierdzenie statutów przez władzę”. Daszyński przeforsował we władzach PPSD uchwałę zalecającą tworzenie struktur strzeleckich w oparciu o środowiska robotnicze związane z partią — Strzeleckich Kół Robotniczych; zaledwie dwa tygodnie po przyjęciu uchwały liczyły one już 1500 członków.knij, aby edytować treść...
W przemówieniu w parlamencie w Wiedniu mówił jesienią roku 1912: „[...] jeśli furia wojenna pustoszyć będzie naszą ojczyznę, jeśli się stanie ta rzecz najstraszniejsza, że się Polakom każe strzelać do Polaków, wtenczas, panowie, nie możecie się spodziewać, żeby naród polski pozostał obojętnym widzem zawieruchy wojennej na polskiej ziemi. Nie chcemy być bezwolnym łupem któregokolwiek mocarstwa wojującego ani też bezwiednym narzędziem jakiejkolwiek dyplomacji! Jeśli ważyć się będą na polskiej ziemi losy Polski, to my wpłyniemy na rozstrzygnięcie wojny świadomie i z całą siłą. [...] A jeśliby górne warstwy narodu polskiego miały, przeżarte niewiarą, dziejowo rozbrojone, tamować ten ruch, goniąc za bladym promykiem łaski carskiej, to polski lud pracujący sam stoczy tę walkę potężną, aż zmartwychwstanie zjednoczony i niepodległy pośród drużyny narodów. Dlatego wziął udział w konferencji środowisk niepodległościowych w sierpniu 1912 r. w Zakopanem, a w listopadzie tego samego roku w wiedeńskim zjeździe założycielskim Tymczasowej Komisji Skonfederowanvch Stronnictw Niepodległościowych — był w niej reprezentantem PPSD i autorem pierwszej odezwy. Udzielił także publicznego poparcia pomysłowi utworzenia Polskiego Skarbu Wojskowego — pochodzącego ze społecznych składek „budżetu'- formowanych polskich sił zbrojnych.
… po utworzeniu NKN, 22 sierpnia 1914 r. Daszyński wydał odezwę do polskich robotników z Galicji. Pisał w niej: „Godzina czynu polskiego wybiła! [...] Czynem polskim dziś to Legiony Polskie. [...] Nazwiska nasze, pracę całego naszego życia dajemy jako rękojmię, że czyn zbrojny jest teraz właśnie konieczny, że jest on dziś obowiązkiem, spod którego nie wolno wyłamać się nikomu pod groźbą zostania [...] zdrajcą narodu”. Słabiej udokumentowany epizod wspomina z tamtych lat Herman Lieberman, który relacjonuje zdarzenie z roku 1916: „[...] otrzymałem od Józefa Piłsudskiego zaproszenie do jego kwatery, która wówczas znajdowała się w Dóbniakach [...] Gdym tam przybył, Piłsudski przechadzał się w towarzystwie Daszyńskiego [...]. Po przywitaniu się naszym Daszyński od razu przystąpił do wyjaśnienia celu naszej wspólnej rozmowy. Obaj ode mnie zażądali, abym się jak najrychlej wybrał do Wiednia i wykorzystując moje znajomości z generałami austriackimi oraz z szefem sztabu generalnego [...] zasugerował im myśl zamianowania Józefa Piłsudskiego generał-gubernatorem tej części Królestwa Polskiego, która obsadzona została przez wojska austriackie. [...] Nie pytałem wcale o pobudki i właściwy cel tej niezwykłej misji, jaką mi Piłsudski i Daszyński powierzali. Rozumiałem je sam doskonale. Najwidoczniej nie chodziło Piłsudskiemu o godność i honor służenia Austrii na stanowisku generał-gubernatora, a chodziło mu raczej o zdobycie chociażby części władzy w Królestwie, by ją móc potem skierować przeciw zaborcom”.
Natomiast w lipcu 1917 r. w Sztokholmie wystąpił Daszyński jako reprezentant PPSD i PPS na międzynarodowej konferencji partii lewicowych z całej Europy, poświęconej próbie wypracowania stanowiska wobec wydarzeń wojennych. Skrytykował tam pojawiające się w ruchu socjalistycznym innych krajów opinie, jakoby „małe narody" zasługiwały raczej na jakąś formę autonomii niż na niepodległość. Argumentował, że jest to stanowisko zupełnie fałszywe choćby z uwagi na istnienie niepodległych państw skandynawskich czy Holandii o niewielkiej liczbie ludności. W memoriale złożonym na ręce władz Międzynarodówki Socjalistycznej pisał Daszyński m.in.: „[...] my, polscy socjalni demokraci — członkowie Międzynarodówki — oświadczamy, że żądamy wolnej niepodległej Polski jako rezultatu wojny światowej i zwracamy się z tym żądaniem do Międzynarodówki jako do reprezentacji światowej demokracji społecznej wyzwalającej narody. Jeżeli pokój świata ma się oprzeć nie na gwałcie, lecz na sprawiedliwości i międzynarodowej solidarności, żądamy dla siebie wszelkich praw wolnego narodu: Niepodległego Zjednoczonego Państwa Polskiego [...] My, polscy socjalni demokraci, jesteśmy oczywiście za prawem narodów decydowania o swoim losie [...] Każdy naród powinien być wolny i niezawisły na swojej ziemi [...]".
Z kolei przemawiając 22 stycznia 1918 r. w wiedeńskim parlamencie, jeszcze raz podkreślał dążenia niepodległościowe: „Chcemy żyć w bardzo wielkiej przyjaźni z tym państwem [Austrią], ale chcemy polskiego państwa i chcemy, jako Polacy, jako polska część, przejść do niepodległej, zjednoczonej Polski”. 9 lutego wypowiedział natomiast z trybuny parlamentarnej słowa, które wywołały burzę: „zgasła gwiazda Habsburgów na polskim firmamencie”. Pod koniec lutego 1918 r. z tej samej trybuny oznajmiał: „[...] mamy do żądania dla polskiego państwa Prusy Zachodnie, i Poznańskie, i oba Śląski, i Zachodnią Galicję, wszystkie polskie terytoria od tysięcy lat polskie, ujarzmione tylko przemocą miecza, przykute do państw obcych chytrością, gwałtem, rabunkiem i przez naszą własną niemoc”. W ostatniej zaś mowie w parlamencie zaborczym, 3 października 1918 r., oznajmiał: „[...] wszyscy Polacy zgodnie oświadczają, że chcą narodowego prawa dla wszystkich trzech zaborów powstałych po gwałcie rozbioru Polski: wszystkie trzy zabory mają być złączone i ogłoszone jako niepodległe państwo [...]”. Jak wspominał po latach František Soukup, wówczas przewodniczący Senatu republiki czechosłowackiej, a wcześniej jeden z liderów czeskiej socjaldemokracji: „Ignacy Daszyński nie był jednak tylko wielkim apostołem klasy robotniczej, lecz równocześnie był także jednym z fundatorów wyzwolenia i zjednoczenia polskiego narodu w jego samoistnej Rzeczypospolitej Polskiej. Razem z Daszyńskim prowadziliśmy walkę o tę wolność polską i czechosłowacką w szeregach Międzynarodówki Socjalistycznej jeszcze przed 35 latami [...] W r. 1917 wziąłem udział w kongresie Polskiej Partii Socjalno-Demokratycznej w Krakowie, na którym Daszyński, choć szalała jeszcze wojna i mordercze sądownictwo austriackie, mówił już o Rzeczypospolitej Polskiej i przedłożył rezolucję w tym sensie”.
Nie powinno dziwić, że to właśnie Ignacy Daszyński, człowiek, który sprawie polskiej poświęcił tyle wysiłków i starań, stanął na czele Tymczasowego Rządu Ludowego Republiki Polskiej, utworzonego w nocy z 6 na 7 listopada 1918 r. w Lublinie — pierwszego rządu powołanego całkowicie z niezawisłej woli polskich sił politycznych, nie oglądających się na wolę i decyzje któregoś z zaborców czy innych państw.

Remigiusz Okraska
Kreator stron - łatwe tworzenie stron WWW