„Polityka nasza dąży niezłomnie do utorowania ludowi drogi do władzy, bo lud jest w narodzie olbrzymią większością 

i reprezentuje pracę i potęgę idealną. Kto trzyma z ludem, ten stanie obok nas do pracy, do walki, do budowania Polski! ..." 

                                                                                                                        Z przemówienia Ignacego Daszyńskiego wygłoszonego w Lublinie w dn.10.11.1918 r. 
                               STOWARZYSZENIE imienia IGNACEGO DASZYŃSKIEGO
 
<<< [ 1 ] [ 2 ] [ 3 ] [ 4 ] [ 5 ] [ 6 ] [ 7 ] [ 8 ] [ 9 ] [ 10 ] [ 11 ] [ 12 ] [ 13 ]  >>>

Efekty transformacji !?

Grzegorz W. Kołodko

WIELKA TRANSFORMACJA 1989-2029
CZY MOGŁO BYĆ LEPIEJ, CZY LEPIEJ BĘDZIE?

(Wybrane fragmenty)

W książce: "20 lat transformacji. Osiągnięcia, problemy, perspektywy", Kołodko G.W., Tomkiewicz J., Warszawa, 
AKADEMIA LEONA KOŹMIŃSKIEGO I WYDAWNICTWA AKADEMICKIE I PROFESJONALNE, s.101-118
   Rzadko w czasie historycznie tak krótkim zmienia się tak wiele jak podczas procesu posocjalistycznej transformacji ustrojowej. Najczęściej plasowana jest ona w przedziale od 1989 roku do czasów bieżących. Podczas gdy jedni uważają, że w przypadku dziesięciu krajów Europy Środkowo-Wschodniej, które już weszły w skład Unii Europejskiej (Bułgaria, Czechy, Estonia, Litwa, Łotwa, Polska, Rumunia, Słowacja, Słowenia, Węgry), transformacja została zwieńczona sukcesem, ponieważ region ten dojrzał instytucjonalnie do stanu pełnokrwistej gospodarki rynkowej, inni twierdzą, iż wciąż długa do tego droga. (…) 
   Co zaś tyczy się innych regionów, to są i takie kraje, zwłaszcza w poradzieckiej Azji Centralnej, które nie byłyby określane jako posocjalistyczne, a co najwyżej jako reformujące swe systemy, gdyby nie ogólny proces transformacji. Nie ulega bowiem wątpliwości, że w roku 1989 ówczesna Jugosławia, Węgry czy Polska były w większej mierze urynkowione i zliberalizowane niż dwadzieścia lat później takie kraje jak Azerbejdżan, Uzbekistan czy Turkmenistan. Wtedy wszakże - ze względu na otoczenie - nikomu nie przyszło do głowy nazywać te pierwsze „gospodarkami transformowanymi”, podobnie jak i teraz tych drugich - także ze względu na kontekst zewnętrznego otoczenia - nie określa się jako „reformowane gospodarki socjalistyczne (komunistyczne)”. (…)
   W Polsce wiosną 1989 roku kompromisowym porozumieniem zwieńczone zostały historyczne obrady Okrągłego Stołu. Zebrali się wokół niego reformatorsko i postępowo zorientowani przedstawiciele ówczesnej władzy i opozycji, intelektualiści i działacze gospodarczy, politycy i ekonomiści. Porozumienie to stało się katalizatorem procesu wielkiej transformacji ustrojowej. Objęła ona olbrzymią część świata - wpierw Europę Środkowo-Wschodnią, wkrótce potem obszary byłego Związku Radzieckiego. Ten impuls miał także niebagatelne znaczenie dla rynkowego ukierunkowania oraz przyspieszenia strukturalnych i instytucjonalnych przemian w Chinach oraz w rejonie Indochin, zwłaszcza w Wietnamie.
   W sumie na drogę mniej czy bardziej liberalnych przemian rynkowych i demokratycznych weszło ponad trzydzieści państw rozciągających się od Łaby do Pacyfiku i zamieszkałych obecnie przez miliard osiemset milionów ludzi, czyli więcej niż czwartą część ludzkości. Po dwudziestu latach transformacji z procesu tego, dokonującego się w warunkach globalizacji i kolejnej fazy rewolucji naukowo-technicznej, a także burzliwych przemian kulturowych i politycznych, wyłania się nie tylko odmienne oblicze tej części świata, ale wręcz cały nowy świat. (…)
   Gdyby zapytać - także w gronie wybitnych ekonomistów, biegłych w przedmiocie zarówno istoty procesów wzrostu i rozwoju gospodarczego, jak i dobrze zaznajomionych z realiami krajów nazywanych od tamtego, historycznego roku 1989 posocjalistycznymi - jaki będzie, przeciętnie biorąc (i pomijając kroczące specyficzną drogą Chiny i Indochiny), poziom życia i produkcji po dwu dekadach transformacji, nie znalazłby się ani jeden, który odpowiedziałby, że będzie on zaledwie o 20% wyższy. Podanie bowiem wtedy wskaźnika wzrostu PKB na poziomie 120% po dwu dekadach ustrojowych przeobrażeń potraktowane zostałoby za równoznaczne z uznaniem transformacji za bezsensowną z ekonomicznego punktu widzenia. Zmieniać ustrój po to, aby przez następne pokolenie skazać 400 milionów ludzi na rachityczne, śladowe wręcz tempo wzrostu 0,9% średnio rocznie?! A jednak skazano... (…)
   Różnica pomiędzy rynkowymi reformami gospodarki realnego socjalizmu i posocjalistyczną transformacją rynkową jest zasadnicza. W pierwszym przypadku rzecz sprowadza się do zmian sposobu funkcjonowania istniejącego ustroju po to, aby go zachować. Służyć temu miały próby uelastycznienia systemu i zwiększenia jego zdolności dostosowywania się do zmieniających się kulturowych i technicznych warunków gospodarowania. A wszystko po to, aby podnieść efektywność przedsiębiorstw i pozyskać społeczne jeśli nie poparcie, to przynajmniej tolerancję dla funkcjonowania systemu. Tak więc w przypadku reform dokonywane zmiany - niekiedy nawet dość głębokie i daleko idące - wciąż tylko, z założenia, służyć miały utrzymaniu systemu ekonomiczno-politycznego, a nie jego odrzuceniu. O to chodziło w radzieckiej pierestrojce w końcu lat 80.; na tym polegały reformy w Polsce w tamtej dekadzie (Baka 2007); do tego sprowadzały się przeobrażenia na Węgrzech zapoczątkowane w roku 1968; taki był sens odmiennego jugosłowiańskiego modelu samorządowego socjalizmu, zainicjowanego jeszcze w latach 50.
   W drugim zaś przypadku - posocjalistycznej transformacji – idzie o wyeliminowanie poprzedniego systemu i zastąpienie go przez zasadniczą, jakościową przebudowę instytucjonalną nowym ustrojem, czyli de facto rynkową gospodarką kapitalistyczną. To, że określenie „kapitalizm” nadal jest dziwnie rzadko używane w odniesienie do ustroju tworzonego na obszarze Europy Środkowo-Wschodniej i byłego Związku Radzieckiego, nie zmienia postaci rzeczy. Chociaż wciąż dominują eufemizmy w rodzaju „gospodarki rynkowej”, to przecież jest oczywista jej kapitalistyczna natura. (…)
   Powszechnie używany - i nadużywany bez niezbędnej refleksji także dla określenia posocjalistycznej rzeczywistości - termin emerging markets bynajmniej nie został ukuty dla określenia nowej, złożonej rzeczywistości gospodarczej krajów przechodzących ustrojową transformację. Termin ten jawi się jako jeszcze jeden neoliberalny pomysł. Wiąże się to z trwającą w tym samym czasie, co już dwudziestoletni posocjalistyczny epizod transformacyjny, ekspansją neoliberalnego modelu kapitalizmu (Harvey 2005). Otóż te „wyłaniające się” (albo „wschodzące”) rynki to nie rodzące się, ewoluujące i dojrzewające gospodarki rynkowe, społeczeństwa obywatelskie i demokracje polityczne, lecz wyłaniające się nowe obszary aktywności gospodarczej, a zwłaszcza spekulacji dla bogatej części świata. Tej, która już dawno temu „wyłoniła się” jako gospodarka kapitalistyczna, dojrzała instytucjonalnie i majętnie na tyle, że współcześnie jest tak silna i zasobna w kapitały, iż może i chce wykorzystywać je również gdzieś indziej, poza tradycyjnymi obszarami swej dominacji. I tak, patrząc na mapę podzielonego wtedy - przed 1989 rokiem - świata, sytuacja aż prosiła się o to, aby jego nierynkowa część „wyłoniła się” i otworzyła swe podwoje dla penetracji kapitału. To zaś możliwe było i jest jedynie przez transformację od socjalistycznej gospodarki planowej do kapitalistycznej gospodarki rynkowej.
   Z takiego też, neoliberalnego punktu widzenia „wyłaniające się rynki” traktowane są instrumentalnie, jako jeszcze jedna dziejowa okazja robienia dobrych interesów, niekoniecznie z oglądaniem się na towarzyszące tym interesom koszty społeczne w miejscach, gdzie je się robi. Natomiast z punktu widzenia samych zainteresowanych „wyłonieniem się” krajów i ich gospodarek chodzi o coś zasadniczo innego - o powstanie efektywnego i konkurencyjnego w skali międzynarodowej systemu gospodarki rynkowej, która swoją sprawnością potrafiłaby służyć zadowalającemu zaspokajaniu potrzeb własnych społeczeństw.
   Do tego, najkrócej ujmując, sprowadza się fundamentalna różnica pomiędzy podejściem do posocjalistycznej transformacji ustrojowej z pozycji neoliberalnych oraz z pozycji właściwych społecznej gospodarce rynkowej. W tym pierwszym ujęciu chodzi o wyłaniające się okazje do robienia interesów. Nie należy się temu dziwić, ale trzeba to zrozumieć i właściwie się zachować. W tym drugim zaś chodzi o rodzenie się i rozwój nowego typu więzi społecznych, opartych na nowych, rynkowych zasadach gospodarowania. Wyłaniają się zatem nie tyle „rynki”, ile społeczeństwo gospodarujące. A to zupełnie inna sprawa.  
   Zachodnia przeto, deklaratywna troska o postęp i demokrację, o rozwój i dobrobyt społeczeństw posocjalistycznych jest przede wszystkim retoryką przysłaniającą troskę o własne interesy. Nie tylko polityczne, ale nade wszystko ekonomiczne, zwłaszcza finansowych elit bogatych krajów. Na fakt ten nie wolno się obrażać, natomiast grzechem wielkiej naiwności byłoby niezdawanie sobie zeń sprawy. (…) 
   Ocena dotychczasowego przebiegu procesu posocjalistycznej transformacji nadal pozostaje kontrowersyjna. I tak będzie jeszcze przez wiele pokoleń, jeśli nie zawsze. Rysują się jednak pewne pola uogólnień teoretycznych, które na gruncie racjonalnym trudno podważać (Blanchard 1997, Csaba 2007). Wszyscy przy tym wydają się podzielać pogląd, że w wymiarze wzrostu gospodarczego można było osiągnąć więcej, choć w sprawie dróg do tego prowadzących nadal pozostają niekiedy zasadnicze kontrowersje. Nie ulega wszakże wątpliwości, że po dwudziestu latach transformacji jej efekty mierzone skalą wzrostu gospodarczego mogły być znacznie większe, a jej koszty społeczne (bezrobocie, nierówności, margines wykluczenia, ubóstwo, nadumieralność etc.) istotnie mniejsze. Podobnie będzie w przyszłości. (…) 
   Weźmy przykład Polski - gospodarki największej spośród nowych krajów członkowskich Unii Europejskiej - dla której PKB w roku 2009 wynosi około 180% wartości z 1989 roku. Pomijając Chiny i Wietnam, jest to najlepszy pośród krajów posocjalistycznych wynik, jeśli nie liczyć specyficznego przypadku Turkmenistanu ze wskaźnikiem około 220% (EBRD 2008), mocno wyśrubowanym boomem cen surowców energetycznych w ostatnich latach. Dodać trzeba, że 80-procentowy przyrost PKB w Polsce w zasadniczej mierze dokonał się dzięki szybkiemu wzrostowi w latach 1994-1997 oraz od drugiej połowy roku 2002 do połowy 2008 roku. Z kolei w latach 1990-1993 oraz 1998-2001 zagregowany wzrost PKB był bliski zeru. W sposób oczywisty takie zmiany dynamiki i poziomu produkcji skorelowane były ze stanem bezrobocia i zatrudnienia (...) 
   Dla Polski podjęto próbę oszacowania hipotetycznego tempa wzrostu w minionym dwudziestoleciu. Podstawą szacunku jest założenie, że zmiany poziomu PKB w latach 1990-1993 mogły kształtować się zgodnie z pierwotnymi założenia rządu (spadek o 3,1% w roku 1990 i następnie już wzrost produkcji), a w latach 1998-2001 w sposób zbliżony do rzeczywistej dynamiki osiągniętej w latach 1994-1997, co także ex ante zakładała ówczesna polityka rządowa (Kołodko 2007). Było to możliwe.
   Gdyby wydarzenia potoczyły się zgodnie z takim scenariuszem, opartym na założeniu optymalnej polityki budowy rynkowych instytucji i rozwoju gospodarczego, a także gdyby skuteczniej odreagować na światowy kryzys gospodarczy w latach 2008-2009 i utrzymać w tym okresie dynamikę PKB na poziomie około 5%, wówczas w roku 2009 poziom PKB wynosiłby nie 180% wielkości sprzed dwudziestu lat, ale o połowę więcej - ponad 280% tamtej wartości (…) 
   Urzeczywistnienie takiego scenariusza wymagało jedynie uniknięcia ewidentnych błędów: wpierw przestrzelenia polityki stabilizacyjnej na początku minionej dekady (Kołodko i Nuti 1997) i później niepotrzebnego przechłodzenia gospodarki w jej końcu, kiedy to tempo wzrostu zostało sprowadzone z rekordowego podczas transformacji poziomu ponad 7% w 1997 roku do stagnacyjnego 0,2% w końcu 2001 roku (EBRD 2008).
    W wartościach bezwzględnych oznaczałoby to nie około 18 tysięcy dolarów per capita (licząc według parytetu siły nabywczej, $PSN), tyle co na Łotwie, lecz ponad 28 tysięcy $PSN, więcej niż w Portugalii. I to ilustruje skalę niewykorzystanych możliwości, a tym samym bezpowrotnie utraconego dochodu. Niewytworzenie potencjalnie możliwego do uzyskania dochodu, ze wszystkimi tego konsekwencjami, to następstwo podporządkowania w pewnych okresach polityki gospodarczej neoliberalnej doktrynie ekonomicznej. (…)
Zobacz całość - plik do pobrania >>>
<<< [ 1 ] [ 2 ] [ 3 ] [ 4 ] [ 5 ] [ 6 ] [ 7 ] [ 8 ] [ 9 ] [ 10 ] [ 11 ] [ 12 ] [ 13 ]  >>>
Prof. dr hab. Grzegorz W. Kołodko - profesor zwyczajny w Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie. 
Wicepremier i minister finansów w latach 1994–1997 i 2002–2003. Autor książek i artykułów z dziedziny ekonomii, ekspert i konsultant międzynarodowych organizacji. Członek Europejskiej Akademii Nauki, Sztuki i Literatury oraz Rady Naukowej Fundacji Europejskich Studiów Postępowych.
Autor prac naukowych z zakresu makroekonomii o tematyce inflacji i niedoborów w gospodarce planowej, traktujących m.in. o polityce stabilizacyjnej, transformacji ustrojowej od gospodarki socjalistycznej do gospodarki rynkowej (kapitalistycznej), czynnikach wzrostu gospodarczego, roli instytucji w procesie rozwoju gospodarczego, procesie globalizacji i jej implikacjach dla wzrostu gospodarczego. Jest autorem i redaktorem 45 książek oraz ponad 400 naukowych artykułów i referatów opublikowanych w 26 językach (w tym ponad 160 po angielsku). 
Columbia University Press nominowała amerykańskie wydanie książki prof. Grzegorza Kołodki „Wędrujący świat” do Michael Harrington Book Award from the New Political Science section of the American Political Science Association. Nagroda jest przyznawana książkom, których przekaz może być wykorzystany w walce o lepszy świat. „Wędrujący świat” został przetłumaczony na 10 języków.


SPIS TREŚCI

Grzegorz W. Kołodko, Jacek Tomkiewicz, Wielka Transformacja - 9

Monika Bąk, Uwarunkowania transformacji gospodarczej w krajach Europy Środkowej i Wschodniej -   13

Mario D. Nuti, Alternatywny scenariusz posocjalistycznej transformacji w Rosji -   49

Witold M. Orłowski, Wielka Transformacja 1989-2029: czy rzeczy mogły przebiegać inaczej'? -   85

Grzegorz W. Kołodko, Wielka Transformacja 1989-2029 Czy mogło być lepiej, czy lepiej będzie? -   101

Andrzej K. Koźmiński, Transformacja: pytania bez odpowiedzi -   119

Laszló Csaba, Przyszłość transformacji -   141

Jens Holscher, 20 lat transformacji gospodarczej - sukcesy i porażki- 157

Marcin Piątkowski, Czy nadchodzi nowy Złoty Wiek Nowej Europy? - 175

Rusłan Grinberg, Dwadzieścia lat transformacji w krajach byłego Związku Radzieckiego i jej rezultaty 
-  201

Wang Xiaolu, Fan Gang, Transformacja ekonomiczna w Chinach: przeszłość, teraźniejszość, przyszłość -   215

Vladimir Popov, Transformacja w Rosji i Chinach -.Analiza porównawcza w szerszej perspektywie -   235

Bogusław Fiedor, Mikroekonomia transformacji ustrojowej -   267

Ruta Aidis, Saul Estrin, Tomasz Mickiewicz, Przedsiębiorczość w gospodarkach transformacji. Rola instytucji -   285

Adam Noga, W kierunku teorii kosztów transformacji -   311

Justyna Przychodzeń, Prośrodowiskowa ewolucja polskiego przemysłu w procesie transformacji systemu politycznego i prawnego-325


Jacek Tomkiewicz, Spójność społeczna - wyzwanie
dla gospodarek posocjalistycznych    -   339

Ryszard Michalski, W stronę Nowego Bretton Woods -   353
Twoja strona firmowa - szybko i za darmo!