„Polityka nasza dąży niezłomnie do utorowania ludowi drogi do władzy, bo lud jest w narodzie olbrzymią większością 

i reprezentuje pracę i potęgę idealną. Kto trzyma z ludem, ten stanie obok nas do pracy, do walki, do budowania Polski! ..." 

                                                                                                                        Z przemówienia Ignacego Daszyńskiego wygłoszonego w Lublinie w dn.10.11.1918 r. 
                               STOWARZYSZENIE imienia IGNACEGO DASZYŃSKIEGO
 
<<< [ 1 ] [ 2 ] [ 3 ] [ 4 ] [ 5 ] [ 6 ] [ 7 ] [ 8 ] [ 9 ] [ 10 ] [ 11 ] [ 12 ] [ 13 ]  >>>

Efekty transformacji !?

Polskie Lobby Przemysłowe

Deindustrializacja Polski – prawidłowość czy patologia?
(Fragmnety)

W raporcie Polskiego Lobby Przemyslowego: "Straty w potencjale polskiego przemyslu i jego ułomna transformacja po 1989 roku. Wizja nowoczesnej reindustrializacji Polski", Warszawa 2012, s.54 - 57
   Likwidacja po 1989 r. znacznej części potencjału przemysłowego istniejącego w 1988 r. przyjęto nazywać, zwłaszcza w środkach masowego przekazu „deindustrializacją” Polski. Powołując się na podobne tendencje w niektórych innych krajach, sugeruje się często, że jest to zjawisko normalne.
   W istocie rzeczy sprawa nie przedstawia się tak optymistycznie, jakby to wynikało z oficjalnych wypowiedzi. To co nazywamy w Polsce deindustrializacją odbiega w sposób zasadniczy od tej jej formy, która występuje w bogatych krajach zachodu i od prawidłowości tego procesu, określanych przez naukę ekonomii. Decydują o tym co najmniej 3 przyczyny: 
   Pierwszą z nich tworzy fakt, że w Polsce w latach 1989-2009 nie mieliśmy do czynienia ze spadkiem produkcji przemysłowej, ale jej wzrostem. Spadek dotyczył tylko liczby pracujących w przemyśle. Jak wspomniano w poprzednich rozdziałach, w ciągu tych 20 lat wolumen produkcji przemysłowej wzrósł 2,1-krotnie. Spadek jego udziału wystąpił głównie liczony w cenach bieżących. Był zaś wynikiem relatywnego spadku cen towarów przemysłowych w stosunku do cen artykułów rolnych i usług. Dlatego bardziej uzasadnione byłoby więc mówienie o deindustrializacji zasobów pracy w Polsce niż o deindustrializacji w ogóle. Oznacza to zaś, że w związku ze wzrostem wydajności pracy coraz większa część ogólnych zasobów pracy znajduje swoje miejsce pracy poza przemysłem. Uprzemysłowienie mierzy się najczęściej udziałem zatrudnionych w przemyśle w całej liczbie pracujących w gospodarce i ludności kraju. Dlatego ma pełne uzasadnienie stwierdzenie regresu w poziomie uprzemysłowienia kraju. (…) W stosunku do poziomu u progu procesu transformacji w 1989 r. zatrudnienie w przemyśle w Polsce zmniejszyło się w ciągu 20 lat o 40%.
   Drugim argumentem, który pozwala kwestionować zasadność porównywania utraty potencjału przemysłowego w Polsce z normalnym zjawiskiem deindustrializacji jest zupełnie inny moment, w jakim ona nastąpiła niż w krajach najwyżej rozwiniętych. Proces ten występuje z reguły w krajach najwyżej rozwiniętych i znajdujących się na najwyższym poziomie uprzemysłowienia. Spadek zatrudnienia w przemyśle jest w nich bowiem wynikiem spadku popytu na niektóre wyroby przemysłowe bądź przesuwania się go na usługi. W Polsce natomiast w ciągu 20 lat transformacji popyt na wyroby przemysłowe wzrósł prawie dwukrotnie. Istota zmiany jaka dokonała się w tym okresie w Polsce polega więc na czymś zupełnie innym. Otóż zwiększony popyt na wyroby przemysłowe został w decydującym stopniu zaspokojony importem wyrobów wytworzonych zagranicą. Następstwem tego był skokowy wzrost udziału importu na własnym rynku wewnętrznym. Osiągnął on jeden z najwyższych wskaźników poziomu penetracji importowej w UE, a mianowicie w 2006 r. wynosił prawie 54% całej sprzedaży na rynku wewnętrznym w Polsce, czyli ponad połowa wyrobów przemysłowych na tym rynku pochodziła z zagranicy. Najważniejsza tego konsekwencją był wzrost bezrobocia u nas, a spadek jego w tych krajach, które wytwarzały towary dla polskiego rynku. Np. Niemcy wyraźnie przyznają, że radykalny spadek bezrobocia u nich był wynikiem uzyskania dużej nadwyżki eksportu nad importem w obrotach z krajami Europy Wschodniej, w tym przede wszystkim z Polską.
   Zmniejszenie potencjału pracy zaangażowanego w przemyśle nastąpiło u nas w okresie, gdy gospodarka nasza była jeszcze daleka od „dojrzałej” fazy jej rozwoju. Wręcz przeciwnie -nastąpiła w okresie znacznie niższego poziomy uprzemysłowienia niż w krajach zachodnich. A co jeszcze ważniejsze - nastąpiła w okresie istnienia znacznych nadwyżek potencjału pracy w rolnictwie.
   Czy deindustrializację w Polsce można uznać za zjawisko normalne? Aby odpowiedzieć na to pytanie trzeba przypomnieć definicję deindustrializacji z teorii ekonomii. Brytyjski słownik Collinsa rozróżnia dwa rodzaje deindustrializacji, o których pisze: „Zmiany w udziałach poszczególnych sektorów (przemysłów – dop. autorów) mogą być po prostu wyrazem zmian w strukturze popytu na dobra i usługi, zachodzących w ciągu pewnego okresu. A jako takie mogą być oceniane jako proces „naturalny”, związany z dojrzałą fazą rozwoju gospodarki. Z drugiej strony deindustrializacja, która bierze się z nieprawidłowości po stronie podażowej (wysokie koszty, przewartościowany kurs wymiany waluty, brak inwestycji i innowacji), co stawia kraj w niekorzystnej pozycji w handlu międzynarodowym, jest już sprawą bardziej poważną. W tym przypadku deindustrializacja często przynosi ze sobą spadek w produkcie narodowym, zwiększenie bezrobocia i trudności bilansu płatniczego”.
   W świetle tego podziału na dwa typy deindustrializacji, a więc popytową i podażową, nasza industrializacja kwalifikuje się zdecydowanie do tej drugiej kategorii, a na pewno nie była tą pierwszą, którą można uznać za „naturalną” czy normalną. Naszą deindustrializację należy zaliczyć do drugiej patologicznej jej formy. Wywołała też wymienione wyżej ujemne objawy i następstwa (bezrobocie, zadłużenie za granicą itp.)
   Trzecim argumentem przeciwko uznaniu naszej deindustrializacji za zjawisko normalne jest moment, w którym się ona dokonuje z punktu widzenia przemieszczeń ludności pomiędzy miastem a wsią.
   W krajach wysoko rozwiniętych deindustrializacja następowała z reguły dopiero wtedy, gdy zostały już wyprowadzone nadwyżki potencjału pracy z rolnictwa. A więc deagraryzacja, czyli zmniejszanie zatrudnienia w rolnictwie, poprzedzało w czasie proces deindustrializacji. W Polsce kolejność tych procesów była wręcz odwrotna. Deindustrializacja w dużym stopniu wyprzedziła bardziej zaawansowaną deagraryzację. Stanowi to wyraźną specyfikę naszego procesu deindustrializacji i nie ma precedensu we współczesnej Europie. Jej istotę wyraża fakt likwidacji prawie połowy miejsc pracy w przemyśle przed wyprowadzeniem nadwyżek potencjału pracy w rolnictwie do przemysłu, gdzie wydajność pracy była u nas trzykrotnie wyższa. Spowodowało to nawet procesy powrotu części potencjału pracy z przemysłu z powrotem do rolnictwa w postaci odpływu „robotnikochłopów”, łączących pracę w przemyśle z zamieszkaniem na wsi i prowadzeniem własnego gospodarstwa, co w Polsce występowało na najwyższą skalę i stanowiło specyfikę polskiego uprzemysłowienia. Udział pracujących w przemyśle w całej ludności kraju był w roku 2009 nawet niższy niż w roku 1950 u progu intensywnego uprzemysłowienia, osiągniętego w 40-leciu 1949-1959.
   Dlatego i w tym świetle nie można uznać naszej deindustrializacji za proces „naturalny”, o którym była mowa w omawianej wyżej definicji. (…)
<<< [ 1 ] [ 2 ] [ 3 ] [ 4 ] [ 5 ] [ 6 ] [ 7 ] [ 8 ] [ 9 ] [ 10 ] [ 11 ] [ 12 ] [ 13 ]  >>>
Twoja strona firmowa - szybko i za darmo!